Piotr Głowacki dla ProstozMostu.Net

– Potrzebujemy kompleksowej, głębokiej reformy prawa gospodarczego, uproszczenia podatków, obniżenia ich dla uboższych. Potrzebna jest aktywna polityka prorodzinna, traktowana jako priorytet, nie piąte koło u wozu – mówi w wywiadzie dla ProstozMostu.net Piotr Głowacki. Przedstawiciel zarządu Młodzieży Wszechpolskiej i sekretarz Ruchu Narodowego jest kandydatem komitetu Kukiz ’15 w okręgu siedleckim (okręg nr 18, pozycja 3). Zachęcamy do zapoznania się z wypowiedzią wszechpolaka. 

Polityka to bagno a politycy to krętacze i aferzyści. Tak myśli wielu Polaków. Po co młoda osoba, taka jak Ty, próbuje wejść w ten świat?

Na taką renomę klasa polityczna pracowała przez lata. Faktycznie, słowo polityka w ustach wielu osób jest używane jak brzydki epitet. Według klasycznej definicji, polityka to roztropna troska o dobro wspólne. Dzisiaj, gdy chce się zdyskredytować wypowiedź swojego oponenta, nazywa się ją polityczną. W pracy, na uczelni a czasem nawet w domu, Polacy obawiają się rozmawiać o polityce, uważają, że to coś niewłaściwego. Jest to patologia naszego życia publicznego. To buduje poczucie, że polityka jest czymś odrębnym, czymś poza nami. Paradoksalnie, taki stan rzeczy może się klasie politycznej podobać. Skoro utarło się mówić, że politycy kradną jako nieomal o prawie fizyki, to oni czują się bezkarnie. Przecież kradną wszyscy, przecież to norma. Dobrze się urządzili. Skonstruowali system partyjny tak, by maksymalnie trudno było wejść ludziom nowym, niewyselekcjonowanym przez nich w ramach odbywających się od czasu do czasu kastingów na nowe twarze w polityce. Ja nie zamierzam tej kaście ułatwiać życia. Nie chcę stać z założonymi rękami. To wygodna pozycja, ale zupełnie nie twórcza.

Co konkretnie zatem trzeba w Polsce zmienić, poza wymianą ludzi?

Idealista wchodzący do polityki staje przed dość trudnym dylematem: czy mówić o swoich wielkich ideach, czy zejść na ziemię i wejść w technokratyczny dyskurs dotyczący spraw małych, ale istotnych dla przeciętnego Kowalskiego. To trzeba dobrze wyważyć. Z jednej strony chciałbym więc zajmować ciężką, codzienną pracą w Sejmie, komisjach etc. Mam spory szacunek, do tzw. państwowców, ludzi którzy wykonują mrówczą pracę nad jakością prawa, funkcjonowaniem administracji itd. Z drugiej strony, serce mówi, że nie czas żałować róż, gdy płonie las. Stoimy na zakręcie cywilizacyjnym. Szwecja ma sprawnie funkcjonujące państwo, niezłe prawo, politykę społeczną, społeczeństwo obywatelskie, ale tak naprawdę pod względem moralnym, jest trupem, podobnie jak cały Zachód. Być może moje pokolenie jest ostatnim, które ma szansę przeprowadzić Polskę przez tę burzę konsumpcjonizmu, libertynizmu, laicyzacji, imigracji. Dlatego nie wolno być biernym. Musimy Polskę modernizować i zmieniać, poprawiając poziom życia Polaków, a jednocześnie twardo postawić tamę zjawiskom, o których wspomniałem. Wypracowanie wiarygodnego dla Polaków modelu łączącego te dwa elementy jest kluczowym wyzwaniem na polu intelektualnym. Wracając do pytania, głębokie zmiany są potrzebne w niemal każdej dziedzinie. Za kluczowe w tym momencie uważam odwrócenie trendu demograficznego – zarówno jeżeli chodzi o przyrost naturalny jak i o emigrację. W obu przypadkach kluczowa jest gospodarka. Potrzebujemy kompleksowej, głębokiej reformy prawa gospodarczego, uproszczenia podatków, obniżenia ich dla uboższych. Potrzebna jest aktywna polityka prorodzinna, traktowana jako priorytet, nie piąte koło u wozu.

Jaką politykę powinniśmy prowadzić względem Unii Europejskiej? Polacy są jednym z bardziej proeuropejskich narodów, trudno będzie ich przekonać do eurosceptycyzmu.

Przede wszystkim, nie jestem eurosceptykiem. Zaryzykuję stwierdzenie, że mam silniejszą tożsamość europejską niż większość tzw. euroentuzjastów. Uważam, że Polska jest częścią Europy nie tylko pod względem geograficznym, ale przede wszystkim cywilizacyjnym. Kocham Polskę, a więc nie mogę nie cenić prawdziwych europejskich wartości. Z tego właśnie powodu, będąc Europejczykiem jest zdecydowanie przeciwny Unii Europejskiej, której wartości to w rzeczywistości postmodernistyczne popłuczyny. Sądzę, że przekonanie Polaków do kursu na niepodległość nie musi być trudne. Należy zacząć od rzetelnego audytu naszych relacji z Brukselą. Spór o to, co dała nam Unia, czy wejście do niej było słuszne, ile autostrad wybudowaliśmy dzięki niej, a ile mogliśmy wybudować sami, powinien zejść na dalszy plan. To już historia. Dziś powinniśmy dyskutować przede wszystkim o tym, co Unia może nam dać w przyszłości. Unijna oferta bez wątpienia szybko się kurczy. Już niedługo będziemy płatnikiem netto, a więc zaczniemy do tego interesu dokładać. Trzeba w końcu rzetelnie podliczyć rzeczywistą wartość projektów unijnych, wszyscy wiedzą, że mnóstwo pieniędzy idzie w błoto, całościowe podsumowanie może być porażające nawet dla najzagorzalszych unioentuzjastów. Ponadto, coraz wyraźniej widać, że europejska solidarność to mit, Unia dryfuje w kierunku areny starć interesów narodowych. Waluta euro chwieje się w posadach a posiedzenia instytucji unijnych zaczynają kojarzyć się nieprzyjemnie – z narzucaniem kwot emigrantów czy niemieckim dyktatem gospodarczym. Problem w tym, że o tych wszystkich rzeczach w Sejmie nie ma komu mówić. Dyskurs antyunijny jest wypchnięty poza główny nurt. Wierzę, że zmieni to obecność narodowców w Sejmie już po najbliższych wyborach.

Na podobnych strunach gra jednak również partia KORWIN a jej głos zdaje się być donośniejszy. Podobnie jest z kwestią imigrantów. Nie czujesz, że narodowcom „ukradziono” ten temat?

Staram się nie patrzeć w tych kategoriach. Jeżeli w Polsce pojawi się siła, która rzeczywiście skutecznie zablokuje napływ imigrantów do Polski, będę się z tego szczerze cieszył, nawet gdyby miał to zrobić Leszek Miller. Problem w tym, że JKM mówi tylko połowę prawdy. KORWIN twierdzi, że imigrację powstrzymać można ucięciem socjalu. To prawda, że wysokie świadczenia socjalne krajów Zachodu sprzyjają imigracji, ale to tylko część problemu. W Szwecji ok. ¼ imigrantów pozostaje bez pracy przez pierwszych dziesięć lat pobytu. To dużo więcej, niż wynosi bezrobocie w tym kraju. Ale to oznacza, że jednocześnie ¾ imigrantów pracuje, płaci podatki itd. Czy ci ludzie naprawdę nie stanowią już problemu? Jeden z zamachowców na Charlie Hebdo był szefem stoiska rybnego w paryskim supermarkecie a jego żona przedszkolanką. Problemem nie jest więc pobieranie socjalu czy niechęć do pracy a kryterium przyjmowania imigrantów nie powinna być gotowość płacenia podatków. Kluczowe są różnice kulturowe i towarzysząca imigracji przestępczość. Trzeba jasno postawić tamę imigrantom z obcych kręgów cywilizacyjnym. Jeśli tego nie zrobimy, nasze dzieci mogą żyć w zupełnie innej rzeczywistości.

Dlaczego warto głosować na Piotra Głowackiego, dlaczego warto głosować na KUKIZ’15?

Na naszych listach panuje spore zróżnicowanie, wszystkich łączą jednak postawy patriotyczne i antysytemowe. Są na nich również ludzie Ruchu Narodowego. Ruch Narodowy nawiązuje wprost do przedwojennego obozu narodowego – najsilniejszego środowiska politycznego międzywojnia. Chcemy kontynuować to dzieło i posłowie Ruchu Narodowego w najbliższej kadencji są pierwszym krokiem w tę stronę. Mamy wielkie idee, które są naszą motywacją i nadają sens naszej działalności. Równocześnie naszą domeną pozostaje endecki realizm: pragmatyczne spojrzenie na politykę zagraniczną, racjonalne poglądy ekonomiczne, których nie można przypisać ani do liberalizmu, ani do socjalizmu, przez co niektórym wydaje się, że ich nie ma. O swoich priorytetach już wspominałem: to pilnowanie sprawy imigracji, to gruntowna przebudowa prawa podatkowego i gospodarczego, to walka z umowami śmieciowymi i polityka prorodzinna. W polskiej polityce potrzebna jest gruntowna zmiana, nowi ludzie, którzy przetną polityczną poprawność Sejmu, podejmą tematy, o których inni boją się mówić. Ja i moi koledzy startujący z list KUKIZ’15 jesteśmy tego gwarantem.

Cały artykuł dostępny jest tutaj.