„Embargo na narodowców” – obszerny wywiad z Krzysztofem Bosakiem w „Plus Minus”

(…) W bardzo młodym wieku był pan uczestnikiem najbardziej burzliwej koalicji rządzącej po 1989 roku, czyli PiS-LPR i Samoobrony. Wszechpolacy byli żołnierzami Romana Giertycha. Mówiono, że pomagali mu rozgrywać starszych działaczy LPR.

To było bardziej złożone. Gdy powstała Liga, większość z nas, może poza Wojtkiem Wierzejskim, była na to zbyt młoda i byliśmy jeszcze poza Sejmem. LPR była eklektyczną listą, z której do Sejmu weszli między innymi Antoni Macierewicz, Jan Łopuszański, Jan Olszewski czy Anna Sobecka. Każda z tych osób miała jakieś środowisko i partia z tyloma indywidualnościami była trudna do zarządzania. Roman Giertych sprawował nad nią kontrolę, zawiązując sojusze z bardziej pragmatycznymi politykami, jak Marek Kotlinowski, Zygmunt Wrzodak, Janusz Dobrosz, Bogdan Pęk czy Bogusław Kowalski. To ci ludzie pomogli Giertychowi utrzymać władzę nad LPR. Dwudziestolatkowie z Młodzieży Wszechpolskiej zaczęli odgrywać większą rolę dopiero po wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 i do Sejmu w 2005 roku.

W LPR podobno toczyła się nieustannie walka o władzę?

Rozgrywki toczyły się w LPR od jej powstania do zniknięcia z Sejmu i to chyba nie wyróżniało Ligi spośród innych partii politycznych. Politycy tacy jak Olszewski, Macierewicz czy Łopuszański nigdy nie zaakceptowali przywództwa Giertycha. Uważali, że jest za młody, za mało doświadczony, no i mieli swoje własne ambicje.

Był pan posłem LPR w latach 2005–2007. W waszym klubie poselskim doszło w pewnym momencie do rozłamu. Na jakim tle?

Odszedł od nas Bogusław Kowalski z chyba dwoma innymi posłami. Poróżniliśmy się na tle stosunku do koalicji z PiS. Roman Giertych słusznie przewidywał, że zawiązanie takiej koalicji wykończy nas politycznie.

Nie chciał wejść do rządu?

Nie. Do samego końca walczył o to, żebyśmy pozostali poza rządem. Ale wewnątrz partii była duża grupa ludzi zapatrzonych w PiS czy też ulegających presji części mediów katolickich, by LPR wspierała partię Kaczyńskiego. Kowalski należał do tej grupy. W pewnym momencie zachował się wręcz jak kolaborant PiS. Rzekomo w imieniu partii rozpoczął w świetle kamer samodzielne negocjacje o wejściu do koalicji rządzącej, z nikim z władz partii tego nie uzgadniając. Klub stanął wtedy na krawędzi rozłamu, a Kowalski opuścił partię, dogadując się na własną rękę z PiS.

Dlaczego Kowalski to zrobił?

Wówczas nie rozumieliśmy jego zachowania. Później dowiedzieliśmy się, że w IPN były papiery dotyczące jego relacji z SB i zastanawialiśmy się, czy jego zachowanie nie było efektem jakiegoś szantażu. Paradoksalne jest to, że PiS mimo tej wiedzy mianowało Kowalskiego na stanowisko wiceministra transportu, a później dało mu biorące miejsce na liście kandydatów do Sejmu, by był ich posłem w kolejnej kadencji. Ostatnio jednak ta wiedza przeszkodziła Kowalskiemu kierowanie Polskimi Kolejami Państwowymi. Trudno dopatrzyć się w tych decyzjach logiki. (…)

Wywiad ukazał się w „Plus Minus” – weekendowym wydaniu Rzeczpospolitej. Jest dostępny także online tutaj http://www.rp.pl/Plus-Minus/310279935-Krzysztof-Bosak-PiS-to-nie-prawica.html?template=restricted