Krzysztof Bosak: A więc Brexit!

A więc Brexit! Referendalna decyzja Brytyjczyków zamyka moim zdaniem trwający 23 lata okres historii politycznej Europy, w którym Unia Europejska była traktowana jako coś bezalternatywnego. Eurosceptycy tradycyjnie za moment jest powstania i usankcjonowania pozycji brukselskiej biurokracji uznają wejście w życie Traktatu z Maastricht w 1993 roku. Moim zdaniem z perspektywy czasu za początek końca UE będziemy uznawali właśnie referendum Brytyjczyków. Ono pokazuje, że inna droga jest możliwa. Że ważne europejskie państwa mogą się na nią decydować. Że narody Europy mogą przegłosować własny establishment polityczny i wybrać drogę suwerenności i niepodległości.

Mnie to osobiście bardzo cieszy! Decyzja Brytyjczyków jest jak świeży powiew polityczny – teraz dopiero otwiera się debata, którą prawicowym i lewicowym euroentuzjastom, od Rafała Ziemkiewicza po Adama Michnika, od PiS po SLD, udało się stłumić w trakcie kampanii przed referendum akcesyjnym 12 lat temu. „Jak nie Unia to Białoruś” – mówili nam wtedy. „Jak nie Unia to status Wielkiej Brytanii” – odpowiemy im za rok czy za dwa lata.

Niestety mojej radości z przełamywania unijnego paradygmatu towarzyszy też smutek. Dziś bowiem okazuje się, jak duża jest grupa Polaków, którzy boją się nawet myśleć o Polsce poza UE. Nie wierzą w jej samodzielny byt! Nie rozumieją sensu suwerenności państwa. Uważają, że gospodarczo wiodłoby nam się zapewne gorzej, a militarnie najpewniej podbiłaby nas Rosja. Dziwnym trafem są to często ci sami ludzie, którzy zarazem lubią podkreślać, że „filarem polskiego bezpieczeństwa jest NATO” i „nasze partnerskie relacje z USA”. A gdy przychodzi do dyskusji o Polsce poza UE to nagle, w ich myśleniu, ten filar znika!

Gratulując Brytyjczykom niech więc będzie mi wolno wyrazić mój pogląd i na tę kwestię. Przyszłość polityczna jest zawsze zagadką i poza ogólnym kierunkiem (dezintegracja UE) trudno powiedzieć co z Brexit wyniknie. Jestem natomiast głęboko przekonany, że UE w swym obecnym kształcie jest projektem głęboko wadliwym (ideologicznie, strukturalnie, instytucjonalnie), niemożliwym do naprawienia i obcym naszym narodowym interesom i naszej tradycyjnej kulturze. Jestem głęboko przekonany, że Polska poza UE, istniejąc jako samodzielne państwo, radziłaby sobie co najmniej nie gorzej niż obecnie, a przy mądrym rządzeniu – znacznie lepiej. Jestem przekonany, że potrafilibyśmy ułożyć sobie zarówno relacje handlowe jak i współpracę polityczną z innymi państwami Europy i świata. Nie na zasadzie altruizmu – jak to niektórzy sugerują („kto by wtedy dawał nam pieniądze?”) – ale na zasadzie negocjacji i wielowektorowych wzajemności. Naprawdę mamy nad Wisłą do tego dosyć i zasobów i atutów.

Nie twierdzę, że obecnie UE jest dla nas „okupantem”, a Polska „kondominium”, ale twierdzę – podobnie jak Brytyjczycy – że w bardzo wielu obszarach gospodarki i prawa nie mamy niepodległości. To znaczy, że nasz prawodawca (Sejm) jest podległy zagranicznym instytucjom (Bruksela), a nasz wymiar sprawiedliwości (sądy, TK) jest podległy obcemu trybunałowi (Luksemburg). To nie leży w naszym interesie. Szczególnie cierpimy na braku możliwości prowadzenia suwerennej polityki gospodarczej. Obecne regulacje są skrojone pod interesy bogatej „starej Unii”. Ale – co dużo ważniejsze – naród zdolny myśleć politycznie i mający ambicje do samodzielnego bytu nie może entuzjastycznie godzić się na taki status: częściowego ubezwłasnowolnienia!

Obecny ton komentarzy, także ze strony PiS czy części prawicowych publicystów, takich jak Rafał Ziemkiewicz (napisał: „POLEXIT to na razie tylko intelektualna ekstrawagancja a la Korwin. W obecnej sytuacji równałby się natychmiastowemu RUSENTER”) pokazuje, że mamy poważny kryzys myślenia politycznego o sobie, jako o podmiotowym państwie i samodzielnym politycznie narodzie.

Chcę wierzyć, że pokolenie ludzi urodzonych w latach ’80 i ’90, wolnych od kompleksów bycia w tej gorszej części Europy, ten kryzys myślenia politycznego przekroczy. Musimy myśleć o polskiej polityce wierząc w swoje siły – inaczej nikt obcy nie będzie się z nami liczył! A co gorsze sami nie będziemy siebie szanować. To jest to, co obecnie obserwujemy.