Michał Wawer: Studium legislacyjnego chaosu

 

Temat ochrony praw zwierząt jest chyba najczęściej pojawiającym się zagadnieniem legislacyjnym w tej kadencji Sejmu. Kolejne projekty ustaw, wyroki, artykuły i deklaracje pojawiają się i znikają tak często, że można by się spodziewać, że po dwóch latach od wyborów każdy poseł będzie miał tę sprawę gruntownie przemyślaną, i lada dzień będziemy mogli się cieszyć najlepszą możliwą do wyobrażenia ustawą o ochronie praw zwierząt. Niestety, rzeczywistość polityczna w Polsce podzielonej między PiS i PO wygląda inaczej. Pomimo dynamicznie zmieniającej się sytuacji uczestnicy sejmowej i medialnej dyskusji kręcą się cały czas w kręgu tych samych, niedopracowanych rozwiązań, zaś wypowiedzi posłów częściej są rzucanymi w histerii obelgami, niż rzeczowymi argumentami.

W ramach debaty o ochronie praw zwierząt wyróżnić możemy co najmniej trzy podstawowe obszary, z których tak naprawdę każdy zasługuje na zupełnie inne podejście i pogłębioną analizę:
– kwestia traktowania zwierząt domowych i przepisów karnych dotyczących znęcania się nad zwierzętami,
– kwestia hodowli zwierząt futerkowych,
– kwestia uboju rytualnego.

Temat jest trudny. Intensywność debaty pokazuje, że w Polsce istnieje autentyczna potrzeba odpowiedzi na pytanie o moralny stosunek człowieka do zwierząt hodowlanych. Nie można też jednak lekceważyć aspektu ekonomicznego – sektor rynkowy produkcji futer zwierzęcych i mięsa z uboju rytualnego to łącznie kilka miliardów złotych rocznego obrotu i kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy.

Przyjrzyjmy się więc poselskiej aktywności w tym obszarze:

  1. W 2015 roku nowo wybrany Sejm aktualnej kadencji „odziedziczył” po poprzednim Sejmie obywatelski projekt ustawy zawierający kompromisowe propozycje dotyczące uboju rytualnego. Projekt ten został złożony jeszcze w 2014 roku, gdy ubój rytualny był w Polsce całkowicie zakazany – sytuacja zmieniła się w związku z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z grudnia 2014, który uznał zakaz uboju rytualnego za całkowicie niekonstytucyjny (nastąpiło więc przejście z jednej skrajności, całkowitego zakazu, do drugiej skrajności, całkowitej swobody). Obywatelski projekt, który mógłby stać się podstawą dla poszukiwań rozwiązań kompromisowych, został wkrótce wycofany i zapomniany.
  2. W lutym 2016 roku posłowie klubu Nowoczesnej złożyli projekt zawierający całkowity zakaz hodowli zwierząt futerkowych. Projekt był inspirowany przez środowiska ekologiczne i poparty emocjonalną kampanią lewicowych mediów. Jako argument za zakazem podawano m.in. że 87% polskich ferm zwierząt futerkowych nie przestrzega wymagań ochrony środowiska – nie zostało jednak wyjaśnione, dlaczego odpowiedzią na ten problem ma być delegalizacja ferm, a nie skuteczniejsze egzekwowanie przepisów.
    Już kilka tygodni po złożeniu projekt został z niejasnych przyczyn wycofany przez wnioskodawczynię, posłankę Ewę Lieder. Posłanka zwierzyła się na łamach „Gazety Wyborczej”, że wycofała projekt, bo… „dostała lawinę nienawistnych listów”.
    Tak, to autentyczny cytat. Wywiad z 29 listopada 2016 roku, dostępny na stronie internetowej GW.
  3. W kwietniu 2017 roku rząd Prawa i Sprawiedliwości złożył projekt ustawy zaostrzającej kary za znęcanie się nad zwierzętami. W toku debaty sejmowej poseł PO Paweł Suski zwrócił się z mównicy do Jarosława Kaczyńskiego z prośbą o zaakceptowanie jego poprawki do projektu. Odwołał się przy tym do faktu, że prezes PiS jest właścicielem kota i „sprawia wrażenie osoby lubiącej zwierzęta”. Przemowa posła Suskiego najwyraźniej wzruszyła Jarosława Kaczyńskiego, ponieważ poprosił on o przerwę w obradach i przerwę w pracach nad ustawą. Był to etap końcowego, trzeciego czytania projektu zaakceptowanego przez dwie komisje i popieranego praktycznie przez cały parlament.
    Projekt wylądował w sejmowej „zamrażarce”, prac nie wznowiono.
  4. Pół roku później, na początku listopada, posłowie Prawa i Sprawiedliwości wystąpili z nowym projektem, który radykalnością w obronie praw zwierząt przebił wszystkie poprzednie. Nowelizacja przewiduje m.in. zaostrzenie kar za niezgodne z prawem zabicie zwierzęcia – i to do takiego poziomu, że przestępstwo to będzie surowiej karane niż na przykład molestowanie seksualne (!) czy nielegalna aborcja (!!!). Projekt zawiera także całkowity zakaz hodowli zwierząt futerkowych oraz niemal całkowity zakaz uboju rytualnego (z drobnym, pozbawionym gospodarczego znaczenia wyjątkiem, dzięki któremu ustawa nie będzie sprzeczna z wyrokiem TK).
    W zakresie hodowli zwierząt futerkowych uzasadnienie projektu jest dosłownym cytatem (plagiatem?) uzasadnienia projektu klubu Nowoczesnej. Dodano jednak do uzasadnienia również opinię pewnego profesora, który uznaje hodowlę zwierząt futerkowych za podłość. Z kolei Jarosław Kaczyński wystąpił w spocie fundacji ekologicznej „Viva!”, w którym oświadczył, że zakaz hodowli zwierząt futerkowych to „kwestia serca i litości wobec zwierząt”.
    Generalnie cała narracja PiS wokół projektu ustawy jest tak przepełniona emocjonalnym graniem na współczuciu dla zwierząt, że gdyby posłowie chcieli rzeczywiście konsekwentnie dążyć do realizacji swoich słów, to powinni niezwłocznie uchwalić ustawę nakazującą wszystkim Polakom natychmiastowe przejście na rygorystyczną dietę wegańską.
  5. Liberalna opozycja wyraziła swoje poparcie dla PiSowskiego projektu w sposób całkowicie rewolucyjny, a mianowicie składając… swój własny projekt. Tak, to nie żart – liderzy PO i Nowoczesnej oświadczyli, że popierają projekt PiS tak bardzo, że złożą własny. Ich projekt nie różni się od PiSowskiego prawie niczym.
  6. Stan na dzień pisania niniejszego artykułu: w Sejmie trwają dyskusje wokół projektu PiS, a szczególnie wokół zakazu hodowli zwierząt futerkowych. Projekt został poddany ostrej krytyce przez wiele organizacji rolniczych i ekonomicznych, sprzeciw wyraził też przewodniczący sejmowej komisji rolnictwa – Jarosław Sachajko z klubu Kukiz ’15. Marek Suski z PiS oświadczył, że w sprawie ochrony zwierząt trzeba „zachować zdrowy rozsądek i spojrzeć na to z dwóch stron”. Jak widać, do rozstrzygnięcia sprawy jest jeszcze daleko.

Przebieg wydarzeń pokazuje systemowy problem sięgający głębiej niż tylko tej sprawy. Aktywność legislacyjna w Sejmie jest chaotyczna i zdezorganizowana. Posłowie forsujący określone rozwiązania unikają konsultacji z organizacjami społecznymi i przedsiębiorcami, i nie umieją wypracowywać kompromisowych rozwiązań nie tylko między klubami, ale nawet w obrębie jednej partii.

Szczególnym pokazem politycznej amatorszczyzny było przedłożenie projektu ustawy przez grupę posłów PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele, dokonane z pominięciem rządu, który miałby możliwość dokonania konsultacji społecznych i fachowego przeanalizowania możliwych skutków reformy. Posłowie rządzącej partii zamiast na własnym rządzie woleli oprzeć się na starych projektach przygotowywanych przez posłów opozycji. Postanowili też w projekcie poruszyć wszystkie trzy obszary dyskusji nad ochroną zwierząt – podczas gdy każdy z tych tematów wymaga odrębnej dyskusji i analizy. Istnieje więc poważne ryzyko „wylania dziecka z kąpielą” – zaistnienia sytuacji, gdy dobre rozwiązania w jednym obszarze zostaną odrzucone, bo rozwiązania z innego obszaru zostaną uznane za wadliwe. Lub też, co gorsza, sytuacja odwrotna – przyjęcie wadliwych regulacji „w pakiecie” z regulacjami dobrymi.

 

Autor jest członkiem Zarządu Ruchu Narodowego.