Robert Winnicki: jesteśmy w ogniu walki politycznej

11403474_899980813412029_237264405592384833_n

– Mniej więcej od 15 lat działam społecznie w strukturach narodowych, więc do ostrej krytyki przyzwyczajony jestem co najmniej od pierwszej klasy szkoły średniej. Jesteśmy w ogniu walki politycznej, po rocznym maratonie nieustannych kampanii wyborczych, w których RN nie uzyskał satysfakcjonujących wyników, więc krytyka nie jest niczym dziwnym. Rozumiem, że niektórzy mogą być rozżaleni z takiego czy innego powodu. Z drugiej strony – od początku jedyne co obiecywałem to przysłowiowe „krew, pot i łzy” – tak skomentował aktualne położenie Ruchu Narodowego Robert Winnicki. Poniżej publikujemy wywiad z prezesem RN, który ukazał się na łamach portalu Prostozmostu.net.

Dlaczego Ruch Narodowy idzie do wyborów w ramach koalicji Pawła Kukiza?

Ponieważ Zarząd Główny podjął taką decyzję, a decyzja ta wynikała z realnej oceny sytuacji politycznej. Samodzielny start w warunkach rozpędzonego po wyborach prezydenckich PiS-u i ostrej konkurencji w tzw. segmencie antysystemowym musiałby zakończyć się pod progiem wyborczym. Byliśmy na to gotowi, przecież trzy razy przeprowadziliśmy w ciągu ostatniego roku kampanie wyborcze, w których nie było wielkich szans na bardzo dobre wyniki. Przeważył jednak zdecydowanie pogląd, że należy spróbować wprowadzić do Sejmu narodową reprezentację i prowadzić działania polityczne z zupełnie innego pułapu.

Marian Kowalski odszedł z Ruchu Narodowego, ogłaszając, że powodem jest sprzeciw wobec udziału w koalicji Ruchu Kukiza. Jak podejmowana była decyzja, skoro mówi pan o Zarządzie Głównym, w którym Kowalski był wiceprezesem?

Dziwi mnie, gdy dziś słyszę jak Marian Kowalski podnosi kwestię samodzielnego startu Ruchu w wyborach, bo przez ostatnie miesiące nie był jakimś szczególnym orędownikiem tego pomysłu. Był zwolennikiem takiego podejścia, które wprowadzi grupę posłów z Ruchu Narodowego do parlamentu. Po drugie, podczas głosowania w Zarządzie Głównym tylko Piotr Lisiecki nie poparł 5. siepnia decyzji o pójściu z Pawłem Kukizem i rozpoczęciu negocjacji. Oczywiście kolega Piotr podporządkował się decyzji większości i dziś jest na naszym kandydatem na listach RK. Tymczasem Marian Kowalski głosował zdecydowanie za. Jego nagła wolta nastąpiła po przekazaniu informacji, że Rada Społeczna Ruchu Kukiza wstępnie zaproponowała mu 2. miejsce na lubelskiej liście.

Marian Kowalski twierdzi, że zrezygnował przed ogłoszeniem list.

Przed ogłoszeniem, po którym zresztą i tak następowały korekty, ale po telefonie, w którym przekazaliśmy mu jaki jest stan negocjacji. Zresztą podczas układania tych list i negocjacji zmiany następowały niemal do samego końca. Były takie momenty, kiedy np. mi proponowano 2. miejsce. Godziłem się na nie – ale tylko pod warunkiem, że w innych okręgach działacze RN będą na wyższych pozycjach. Co powodowało powrót do tematu jedynki i tak dalej. Bardzo wyraźnie komunikowaliśmy Marianowi Kowalskiemu, że negocjacje trwają i wstępna propozycja 2. miejsca jest tylko wstępną propozycją, a my walczymy o 1. dla niego. Niestety, dzień po przekazaniu mu tej informacji ogłosił rezygnację z kandydowania i rozpoczął w internecie krucjatę przeciwko Kukizowi i przeciwko udziałowi Ruchu Narodowego w tym projekcie. Oczywiście nie muszę dodawać jak bardzo zaszkodziło to przede wszystkim Ruchowi Narodowemu.

Czy Kowalski nie mógł się poczuć urażony tą propozycją 2. miejsca?

Pewnie mógł, być może się poczuł, ale to naprawdę było tak, że dyskusje i negocjacje trwały do samego końca, o czym go informowaliśmy. Zresztą, każdy z liderów Ruchu mógł się czuć w ten czy inny sposób urażony w toku tych negocjacji, a mimo to nie urządzał takiej jatki. On natomiast zaczął urządzać internetową zadymkę po pierwszym sygnale, wprowadzając olbrzymie zamieszanie w naszych szeregach, szkodząc ugrupowaniu, w którym był wiceprezesem. To musiało poskutkować jego dymisją z funkcji, choć pozostał członkiem Zarządu.

W internecie krąży wiele opinii mówiących o tym, że od dawna trwały kontakty Mariana Kowalskiego z partią KORWiN. Może pan coś powiedzieć na ten temat?

Wiem, że Przemysław Wipler dzwonił wielokrotnie do mnie i innych liderów RN, w tym do Mariana Kowalskiego. Marian po rozpoczęciu internetowej krucjaty przeciwko Kukizowi i naszemu udziałowi w tej koalicji dążył, w moim przekonaniu, do odejścia z RN, więc sądzę, że pewien scenariusz napisany był już wcześniej. Postawił sprawę m.in. tak: dajcie mi pełnomocnictwa do negocjacji z Wiplerem, albo mnie wyrzućcie. Nie zrobiliśmy ani jednego ani drugiego, więc Marian sam odszedł. Oczywiście Wipler i spółka mieli od dawna tylko jedną propozycję – start działaczy RN z ich listy partyjnej, co nie wchodziło w grę.

Dlaczego start z komitetu wyborczego Pawła Kukiza wchodzi w grę, a z list KORWiNa już nie?

Z dwóch powodów. Pierwszy, najważniejszy – ponieważ koalicja Pawła Kukiza nie ma tak sprofilowanego charakteru ideologicznego jak partia Janusza Korwin-Mikkego. Sprawia to, że na listach są ludzie ideowo nam odlegli, ale z drugiej strony – spójność i tożsamość ideowa narodowych poglądów nie jest zagrożona. W interesie polskiej idei narodowej nie leży wzmacnianie liberalnego eurosceptycyzmu w naszym kraju. Doktrynalny liberalizm Korwina-Mikke, uzupełniany, dla okrasy, o elementy niepoprawności politycznej, jest ideowym przeciwnikiem polskiej idei narodowej, polskiego, chrześcijańskiego nacjonalizmu. A na niwie politycznej – największym, póki co, konkurentem. I nie chodzi wyłącznie o gospodarkę, bo jesteśmy przecież w stanie współpracować z wolnorynkowymi konserwatystami czy narodowymi konserwatystami z UPR-u, ale właśnie o doktrynalny, społeczno-polityczny liberalizm, choćby o wizję relacji jednostka-wspólnota. Po drugie, koalicja z korwinistami nastręczałaby nie mniej problemów organizacyjnych, politycznych czy ideowych niż współpraca z pospolitym ruszeniem Pawła Kukiza. A potencjalny sukces wyborczy takiej inicjatywy był i jest mniej prawdopodobny.

Czy żałuje pan wystawienia Mariana Kowalskiego jako kandydata na prezydenta?

Nie ma co zajmować się przeszłością. Fakt, nie spodziewałem się, że wywinie nam taki numer, ale nie chcę teraz tego roztrząsać na forum publicznym.

Czy odejście ONR-u z Ruchu Narodowego związane jest z postawą Mariana Kowalskiego?

Nie, a przynajmniej mi nic o tym nie wiadomo. Wycofania się ONR-u z współpracy politycznej można się było spodziewać, ponieważ władze tego stowarzyszenia były przeciwne wchodzeniu przez RN w jakąkolwiek koalicję wyborczą. Dla mnie było to jasne stanowisko, ale z drugiej strony równie jasno komunikowałem, że postawa władz ONR-u w tej sprawie nie będzie miała rozstrzygającego znaczenia dla decyzji, jakie podejmie Zarząd RN.

Dlaczego?

Ponieważ o pełnym zaangażowaniu ONR-u w działania polityczne Ruchu Narodowego i w sam Ruch można mówić wyłącznie do maja 2014 roku. Po niesatysfakcjonującym wyniku w eurowyborach to zaangażowanie nieustannie słabło, czy to przy okazji wyborów samorządowych czy jeśli chodzi o budowę partii, by osiągnąć dno przy okazji wyborów prezydenckich. M.in. ONR przekazał niewiele ponad 7 tys. podpisów, na 180 tys. w sumie zebranych, pod kandydaturą, było nie było, człowieka wywodzącego się z szeregów tej organizacji, Mariana Kowalskiego. Na szesnastu pełnomocników wojewódzkich Ruchu żaden nie wywodzi się z ONR-u. Odczuwalną współpracę polityczną działacze tego stowarzyszenia prowadzili jedynie w dwóch województwach: lubelskim i pomorskim. Można również mówić o pojedynczych przypadkach w niektórych miejscach w kraju, ale bez większego znaczenia dla całości projektu.

Czyli dla Ruchu Narodowego to nie jest wielka strata?

Jest to strata o tyle, że w ONR-ze działa wielu wartościowych, młodych ludzi, z którymi współpracowałem sam lub współpracowali działacze RN w kraju, a którym tę współpracę utrudniono lub uniemożliwiono. Choć ze strony Zarządu RN, oczywiście, żadnych przeszkód nie ma. Poza tym, w moim przekonaniu, władze ONR nie potrafiły się rozstać elegancko, ale to już zupełnie poboczny temat.

W internecie w związku z ostatnimi wydarzeniami pojawiło się sporo nieprzychylnych komentarzy pod adresem władz RN i pana osobiście. Czy to nie powód do zmartwienia?

Mniej więcej od 15 lat działam społecznie w strukturach narodowych, więc do ostrej krytyki przyzwyczajony jestem co najmniej od pierwszej klasy szkoły średniej. Jesteśmy w ogniu walki politycznej, po rocznym maratonie nieustannych kampanii wyborczych, w których RN nie uzyskał satysfakcjonujących wyników, więc krytyka nie jest niczym dziwnym. Rozumiem, że niektórzy mogą być rozżaleni z takiego czy innego powodu. Z drugiej strony – od początku jedyne co obiecywałem to przysłowiowe „krew, pot i łzy”. Obecna sytuacja jest z jednej strony bardzo niekomfortowa, z drugiej – takie frontowe warunki pozwalają zweryfikować, kto nadaje się na rzeczywistego politycznego żołnierza, gotowego wytrzymywać presję i konsekwentnie walczyć. Ta wiedza bardzo nam się przyda po 25 października, kiedy, jestem o tym przekonany, reprezentacja Ruchu Narodowego w ramach Ruchu Kukiza, znajdzie się w Sejmie i rozpocznie się nowy etap walki o Wielką Polskę.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiał Michał Patyk