Robert Winnicki: PiS upadnie przez demoralizację

Zachęcamy do zapoznania się z tekstem prezesa Roberta Winnickiego, który dotyczy rekonstrukcji rządu.

Jarosław Kaczyński polecił by dziś wieczorem nastąpił przeciek kontrolowany do kilku redakcji o wymianie na stanowisku premiera. Beatę Szydło miałby zastąpić Mateusz Morawiecki. Czy do tego faktycznie dojdzie? Ciężko jednoznacznie stwierdzić.

Nie jest to jednak najważniejsze. Nieustanna karuzela rozgrywek odnośnie rekonstrukcji rządu jest bowiem jednym ze zwiastunów przyszłego upadku PiSu.

Nie, nie ze względu na zniecierpliwienie, rozczarowanie czy gniew elektoratu, jak mówią niektórzy. Dla 95, a może i 99% elektoratu zwroty akcji toczące się przez ostatnie miesiące w tej sprawie i emocjonujące zwłaszcza polit-dziennikarską cześć Twittera są niedostrzegalne. Dobrze „sprzedana” zmiana premiera może się nawet PiSowi sondażowo opłacić. W czasach info-rozrywki lud kocha takie igrzyska.

Rzecz jest w szeroko rozumianych kadrach. Władza PiSu bardzo szybko obrosła tłuszczem stanowisk, przywilejów, synekur – co zresztą nie odróżnia jej od poprzedników. Rekordowo szybko, nawet na tle postkomuny i PO, napompowała się również mnóstwem arogancji i pychy.

Ten „tort” działa mobilizująco nawet na niektórych polityków niegdyś narodowych, o centroprawicy nie wspominając. Ale działa też niezwykle demoralizująco. Nie widać w tym podejściu surowej dyscypliny karnej armii, maszerującej zwartym szeregiem przez trudne a niewdzięczne ale gruntowne reformy państwa.

Widać raczj „bibę” wygłodniałego pospolitego ruszenia, które jedząc, pijąc i popuszczając pasa bardziej pozoruje budowę warownego zamku, niż jej rzeczywiście dokonuje. Okopuje się, a jakże – ale raczej wokół taborów z jadłem i napitkiem. Większość kadr PiSu chce jeszcze wierzyć, że jest inaczej, ale i tak toczące się procesy ich demoralizują.

Od roku wszyscy, a zwłaszcza kadry widzą, i tutaj wchodzimy na temat rekonstrukcji, jak najważniejsze sprawy wagi państwowej służą za tło, za pretekst, za narzędzie do rozgrywek personalnych. Ustawy są pisane a instytucje powoływane, likwidowane i zmieniane pod konkretne osoby czy grupy, pod doraźny interes partyjny. We wszystkich praktycznie dziedzinach życia publicznego. Niemało przy tym i pozytywnych rzeczy się dokonuje, ale samo podejście i mechanizm rządzenia są fatalne dla państwa w dłuższym okresie.

Kadry widzą więc, jak wszystko jest względne, płynne i chwilowe. Jak właściwie nie ma żadnych świętości oraz pewników. Jak wszystko – od urządzenia wewnętrznego państwa po politykę międzynarodową jest konwencją, grą, doraźnym rozstrzygnięciem. Jedynym pewnikiem oraz fundamentem, ba! świętością jest ściśle spersonalizowana władza gabinetu na Nowogrodzkiej. To w moim przekonaniu esencja demoralizacji politycznej. Demoralizacji nie mniejszej niż odwrotna wobec niej anarchia, brak przywództwa i dyscypliny wewnątrz struktury politycznej. Demoralizacji, która sprawia, że nawet z pozoru najsilniejsze „wojsko” partyjne staje się bardzo podatne na pójście w rozsypkę przy realnym, politycznym trzęsieniu ziemi.

I tak, wiem, że wieszczono to Kaczyńskiemu i PiSowi zupełnie mylnie już wiele razy. Nie twierdzę też, że właśnie teraz rozpocznie się jakaś gruntowna dekompozycja obozu władzy. Nie, to potrwa jeszcze pewnie parę ładnych lat. Ale już dziś widać horyzont upadku zdemoralizowanej choć wszechpotężnej dziś centroprawicy. Będzie on traumą nie tylko dla jej liderów oraz działaczy, ale niewykluczone, że towarzyszyć będzie wyraźnemu kryzysowi państwa polskiego.

Tym bardziej obóz narodowy musi być na ten moment w historii Ojczyzny właściwie przygotowany, a najbliższe lata – ciężko przepracowane.

Robert Winnicki – poseł na Sejm RP, prezes Ruchu Narodowego