Robert Winnicki: Putin na weselu

Władimir Putin w ten weekend przez trzy godziny dzielił strefy wpływów z Angelą Merkel, wcześniej to samo odbywało się podczas spotkania z Donaldem Trumpem. Po drodze zatańczył jeszcze na weselu szefowej MSZ Austrii. Koncert mocarstw trwa w najlepsze. 

Jak robią to Węgrzy?

Węgry, państwo o jeszcze mniejszym niż Polska potencjale, bardzo dobrze się w tej sytuacji odnajdują, grając na wielu fortepianach naraz. Budapeszt prowadzi po prostu politykę wielo-wektorową, którą postuluje dla Polski Ruch Narodowy. Nie identyfikować się z linią żadnego mocarstwa ani innego państwa tylko swoje interesy w relacjach przede wszystkim z mocarstwami realizować. Coś nieosiągalnego dla ludzi, którzy mentalnie tkwią cały czas w latach 80. i wciąż walczą „z Sowietami”.

Tak, trzeba współpracować ze wszystkimi mocarstwami, a wśród mocarstw utrzymywać przede wszystkim relacje, prowadzić grę z Niemcami i Rosją, bo tutaj mamy tradycyjnie od wieków najwięcej do wygrania oraz – do stracenia. Minimum zdrowego rozsądku to nie konfliktować się naraz z Berlinem i Moskwą, bo w takiej sytuacji zawsze jesteśmy na przegranej pozycji.

Jak robią to w Warszawie?

Tymczasem w Warszawie rządzą postawy, pojęcia i (nie)rozumienie polityki międzynarodowej żywcem wyjęte z ostatnich lat I i II RP. Romantyzm, polityka źle pojętych ideałów zamiast realnych interesów, ślepa wiara w sojuszników i protektorów.

Samozadowolona głupota ma się niestety dobrze i jeśli przy tych rządzących nie spotka nas katastrofa jak w 1795 i 1939 to tylko dlatego, że sytuacja międzynarodowa jest jednak inna a Niemcy i Rosja to mimo wszystko trochę inne państwa niż w minionych epokach.

Wszystko odbywa się pod płaszczykiem patriotycznego frazesu oraz wywijania szabelką, czyli armią, która za PiSu wcale nie stała się silniejsza. A przede wszystkim mrzonek o tym, że o nasze żywotne interesy będzie dbał Waszyngton.

Plus – że państwa od Estonii po Grecję zechcą budować wyśnione Międzymorze, bo dla nadwiślańskich Piotrusiów Panów geopolityki jasne jest, że wszyscy na tym obszarze marzą o powrocie „epoki jagiellońskiej” do Europy Środkowej.

Dodatkowo rządzące dziś elity postrzegają sytuację w kategoriach „nowej zimnej wojny” i płaczą, że politycy spotykający się z Putinem „rozbijają jedność Zachodu”. Głupcy!

Nie ma co rozbijać. Zimna wojna minęła, bloki zniknęły, jest koncert mocarstw. Zachód jako wspólnota wartości się samozlikwidował, a wspólnota państw połączonych tymi samymi interesami istniała tylko w starciu z blokiem sowieckim. Trzeba robić politykę polską zamiast żyć mrzonkami.

Jaki patriotyzm?

Patriotyzm to warunek konieczny żeby rządzić państwem ale zupełnie niewystarczający. Być może nawet wśród obecnej ekipy rządzącej jest spore grono ludzi nastawionych na swój sposób patriotycznie. Niestety, wpisują się oni w długą tradycję „patriotycznej” głupoty, która sprowadziła same katastrofy na nasz naród i państwo przez ostatnie 250 lat.

Nie tylko liberalny kosmopolityzm, nie tylko komunistyczny internacjonalizm ale w dużej mierze właśnie ta pseudo-patriotyczna, romantyczno-mesjańska głupota jest odpowiedzialna za kolejne klęski dziejowe Polski i Polaków.

Dlatego tak ważna jest szkoła Romana Dmowskiego – szkoła trzeźwego myślenia o państwie i narodzie. Szkoła twardej walki o realizację interesu narodowego i trzeźwego rozpoznawania sytuacji międzynarodowej.

Zacznijmy grać na wielu fortepianach jak Węgrzy to może wreszcie uda nam się odnieść sukces, zamiast biadolić i dziwić się, że wszyscy dookoła robią interesy naszym kosztem.

źródło: www.facebook.com/pg/robertwinnickipubliczny