Szymon Wiśniewski: Polityka zagraniczna to gra interesów o zasoby i wpływy!

Dla uważnych obserwatorów sceny politycznej kryzys dyplomatyczny, którego teraz doświadczamy nie jest żadnym zaskoczeniem. Prędzej czy później musiał nastąpić, gdyż od wielu lat polityka zagraniczna w wykonaniu naszych władz jest totalną katastrofą. Przejawy geopolitycznej impotencji można mnożyć. Od przegranej walki o niemieckie reparacje wojenne zaczynając, a na żydowskich roszczeniach majątkowych kończąc – cóż za tragiczna klamra!

Chodzi tu o sam paradygmat polskiej polityki zagranicznej. Jednowektorowość, która jest szkolnym błędem stosunków międzynarodowych, stała się dla polskich władz dogmatem. Nie trzeba dodawać, że realizowanym z niesłychaną konsekwencją i uporem. Dogmat ten, podsycany przez naszych “sojuszników” z Moskwy, Berlina, Waszyngtonu, Brukseli czy Tel Awiwu – niepotrzebne skreślić – przez wiele lat prowadził nasze państwo stopniowo do katastrofy. Sprzymierzeńcy poklepywali nas po plechach i utwierdzali, że tak robić trzeba, że jesteśmy na dobrej drodze do osiągnięcia wymarzonej pozycji na arenie międzynarodowej. Zwodzili górnolotnymi hasłami, obiecywali nagrody, przywileje. Po co? Dla własnych korzyści. Dla interesów. Bo taka jest właśnie polityka zagraniczna. Wyzuta z jakichkolwiek moralnych racji, pozbawiona emocji. Tam króluje spryt i wyrachowanie. Jedynymi pewnymi zasadami walka i rywalizacja. Wszystko inne ulega zmianom.

W dyplomacji nie ma stałych układów, niezmiennych. Nie istnieją sojusze, do których można przywiązać się na dłuższy czas. Stosunki międzynarodowe to ciągłe balansowanie na granicy ryzyka. Gra interesów o zasoby i wpływy. Dobre relacje najzwyczajniej w świecie nie istnieją. Jeżeli jednak jakiś gracz powoła się na nie, jedno będzie pewne – nikt nie będzie się już z nim liczył.

Pora, by Polacy w końcu to zrozumieli!

Szymon Wiśniewski