Adam Kurpas: “COP 24 – Konferencja światowej hipokryzji”

W centrum Górnego Śląska, w Katowicach, trwa właśnie szczyt klimatyczny (COP 24). Przywódcy najważniejszych państw (choć nie ma ani Donalda Trumpa, ani Angeli Merkel, ani Władimira Putina) radzą nad tym, jak ograniczyć zanieczyszczenie powietrza, którego skutkiem jest m.in. efekt cieplarniany.

Polska, kraj, który posiada jedne z największych złóż węgla na świecie, od wielu lat jest przedstawiana w mediach jako „truciciel” atmosfery. W tym kontekście Niemcy jawią się jako liderzy tych, którzy dbają o czyste powietrze. Zamknęli nawet swoje kopalnie w Zagłębiu Ruhry. Ten fakt w zestawieniu z energią wiatrową czy z elektrowni wodnych nasuwa pozytywne skojarzenie z naszym zachodnim sąsiednim. Wystarczy jednak przyjrzeć się danym za emisję CO2 wśród krajów UE: Polska produkuje 9,2% a Niemcy 22,9% (dane za 2016 rok) CO2. Niemcy faktycznie nie mają kopalni węgla kamiennego. Ale wydobywają dużo gorszy pod względem emisji zanieczyszczeń węgiel brunatny. Węgla kamiennego nie produkują w swoich kopalniach, ale importują z zagranicy. Mimo to, Polska jest przedstawiana jako czerwony smok ziejący CO2 a Niemcy jako zielone płuca Europy. 

Analizując problem zanieczyszczenia powietrza w Polsce trzeba zauważyć, że nasze społeczeństwo ponosi relatywnie duże koszty jak na nasze sytuowanie finansowe w skali Europy. Wymiana kotłów na ekologiczne, zakaz palenia mułem i flotem, nakaz palenia węglem o określonych parametrach jakościowych, opłaty środowiskowe w paliwach czy wreszcie zakazy palenia węglem kamiennym w niektórych polskich miastach (zmuszające mieszkańców do ponoszenia kolejnych kosztów, mimo dotacji do wymian instalacji grzewczych). Największe straty widać w przemyśle węgla kamiennego. Zamykane kopalnie, likwidowane miejsca pracy, coraz większe ilości importowanego węgla z Rosji czy USA oraz najwyższe w Europie ceny prądu – to tylko niektóry błędy ekologicznego terroru, któremu poddają się kolejne rządy, nieważne, czy rządzi Prawo i Sprawiedliwość czy Platforma Obywatelska. 

Patrząc wstecz, nie sposób nie zauważyć spadku wydobycia węgla kamiennego w Polsce. Każda kolejna ekipa rządząca likwiduje kopalnie albo łączy je w ruchy, by ograniczać wydobycie a jednocześnie odsunąć od siebie zarzut likwidacji całego zakładu (kopalnia łączone w ruchy i tak są potem likwidowane, ale już nie jako osobna kopalnia a tylko część kopalni). W roku 2000 Polska wydobyła 102 miliony ton tego surowca, w roku 2012 – 80 milionów ton a w roku 2016 tylko 70 milionów ton. Zamykanie kopalń i likwidacja dziesiątek tysięcy miejsc pracy odbywa się w towarzystwie tłumaczeń, że polskie społeczeństw dopłaca do górnictwa, przez które mamy najgorsze powietrze w Europie. Dzięki temu jest to akceptowalne przez znaczną część Polaków. W roku 2007 Polska importowała 5 milionów ton węgla. W roku 2017 import węgla wzrósł do ponad 13 milionów ton (ok. 9 milionów z Rosji). Jaki zatem ma sens zamykanie polskich kopalń, które generują dziesiątki tysięcy miejsc pracy, skoro potem i tak kupujemy brakujący węgiel, drogi i różnej jakości, od innych? Jednocześnie wydajemy setki milionów złotych na likwidację kopalń i kolejne setki milionów złotych na rewitalizację terenów przemysłowych, do których później często i tak dopłacamy z publicznych pieniędzy? 

W skali świata znajdujemy się na 22 miejscu pod względem emisji CO2 do atmosfery, produkując 0,9% światowej emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Na pierwszym miejscu są Chiny (27,5%), kolejne miejsca zajmują: USA (16,9%), Indie (5,9%), Rosja (4,7), Japonia (3,8) i Niemcy (2,2%). Oni na szczyt nie przyjechali, nie są zmuszani do rezygnacji z węgla i zamykania kopalń węgla kamiennego. Niemcy wprawdzie nie mają swoich kopalń u siebie, ale za to mają je m.in. w Kolumbii a chcą mieć m.in w Polsce. Od 2000 roku emisja CO2 w Polsce wzrosła o 1%. W analogicznym czasie w Chinach wzrosła o 185% a w Katarze o 372%. Dla porównania w USA spadła o 6% a Francji o 20%. Trzeba jednak mieć na uwadze, że w Polsce od 2000 roku rośnie liczba używanych samochodów. Nie bez znaczenia jest wylesianie kraju, szacuje się, że odpowiada ono za 25% ogólnego wzrostu emisji dwutlenku węgla. W Polsce wylesianie jest na ujemnym poziomie, co znaczy, że ubywa nam lasów. To także ma wpływ na zanieczyszczenie powietrza. 

Polityka polskich władz wobec unijnych decydentów jest zawsze uległa. Żaden rząd nie podkreśla jak ważny z punktu widzenia gospodarki narodowej jest przemysł węgla kamiennego. Każdy kolejny podpisuje akty kapitulacji w postaci paktów klimatycznych, które nakładają na Polskę kolejne ograniczenie w wydobyciu węgla, nakłada kolejne opłaty na polski węgiel i paliwa, co przekłada się na ceny m.in. prądu a idąc dalej rosną ceny żywności i pozostałe koszty utrzymania. Za wszystko to płacą zwykli Polacy. 

Rząd Prawa i Sprawiedliwości przez 3 lata swoich rządów ma na swoich sztandarach walkę o suwerenność energetyczną i ostro sprzeciwia się Unii Europejskiej. Tak naprawdę jednak rząd PiS robi wszystko, by przypodobać się Brukseli. Miał być podatek od zagranicznych koncernów – do dziś nie ma. Miała być suwerenna polityka energetyczna – jest dyktat poddaństwa wobec całego zachodniego świata. Za poklepywanie po plecach, za zwalnianie z podatków zagranicznych korporacji i za posady dla swoich w Banku Światowym, politycy Prawa i Sprawiedliwości reprezentują obce interesy. Jednocześnie mając na ustach tanie i patriotyczne frazesy, na które nabiera się spora część Polaków. 

Przy tym wszystkim zastanawia fakt, dlaczego zachodnie kraje nie poruszają aż tak tematu zanieczyszczeń powietrza pochodzących z samochodowych spalin? Być może dlatego, że produkują je samochody pochodzące właśnie z Niemiec, Francji, USA czy Japonii? Negatywna nagonka na polski węgiel przypomina tą, za pomocą której wykończono polskie cukrownie, które potem za bezcen wykupiły niemieckie firmy (pamiętam jeszcze dobrze posła Janowskiego, z którego robiono wariata, gdy bronił polskich cukierników). Albo tą na polski przemysł stoczniowy, który najpierw doprowadzono do upadku, a potem Niemcy przejęli rynek opanowany dotąd przez Polaków. Teraz to samo czeka polski przemysł węglowy – ostatni bastion naszej suwerenności gospodarczej. A wszystko będzie przykryte walką o nasze zdrowie. Chyba, że Polacy wreszcie się obudzą i wybiorą partie, które reprezentują interesy Polaków, a nie interesy Waszyngtonu, Berlina czy Tel Awiwu realizowane poprzez wyzysk polskich zasobów i polskiego społeczeństwa w zagranicznych korporacjach pod przykrywką Unii Europejskiej.