Krzysztof Bosak o losach projektu ustawy zakazującej aborcji

Ostatnie dwa dni spędziłem w Sejmie. Widziałem wszystko z bliska. Władze PiS i marszałek Sejmu w szczególności potraktowali proliferów w taki sposób, w jaki ja – mając władzę – nie potraktowałbym lewaków. Szacunek dla ludzi jednak obowiązuje, niezależnie od poglądów. Niewpuszczenie dziś do Sejmu prezesa Ordo Iuris, niepowiadomienie wnioskodawców projektu #StopAborcji o zrobionym wczoraj w nocy drugim czytaniu, czy przetrzymanie na recepcji przez kilka godzin przedstawicieli Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia i księdza z Komisji ds. Rodziny Episkopatu więcej mówią o nastawieniu władz PiS niż zablokowanie dyskusji nad projektem i wrzucenie go pod obrady tylko po to, żeby go skasować.

Projekt nie był ani “zbyt radykalny” ani “przedwczesny”. Rozwiązania prawne w nim zawarte są w działającym obecnie ustawodawstwie różnych państw europejskich, ponadto można je było modyfikować w drodze poprawek i merytorycznej dyskusji. Czas wprowadzenia projektu pod obrady wybrały władze PiS. Równie dobrze mógł czekać do stycznia a premier Szydło mogła przygotować swój pakiet, który dziś obiecała. Nie taki był jednak scenariusz. Władze PiS nas wszystkich zaangażowanych we wcześniejsze projekty prolife i w ten konkretny wystawiły mediom i lewakom do odstrzału. Wiedzieli doskonale, że wystarczy ich bierność i wyczekiwanie, żeby spalić temat. Tak też się stało. Jarosław Kaczyński nadspodziewanie łatwo ustąpił protestom znacznie mniej licznym niż KOD, w znacznie mniejszej sprawie niż spór o TK. Gdyby chciał to przepisy, w może nieco poprawionej wersji, zostałyby uchwalone w trzy dni i weszłyby w życie. Robili tak z innymi ustawami. Nic by się wówczas nie wydarzyło bo są to przepisy bliźniaczo podobne do tych z “kompromisowej” ustawy z 1993 roku (z wykreśleniem wyjątków). Ale tego z TVP się nie dowiecie, podobnie jak np. tego że po drugiej stronie Odry, w cywilizowanej Europie, kobiety są karane za nielegalną aborcję. Rządowe media pozostały bierne wobec dezinformacji lewactwa i to wystarczyło żeby rozkręcić spiralę histerii i nienawiści.

Nie napiszę, że zostaliśmy zdradzeni bo od 10 lat znam stanowisko Jarosława Kaczyńskiego w tych sprawach, a także jego metody prowadzenia rozgrywek politycznych. Zostaliśmy po prostu wystawieni na odstrzał a lewactwo od “Czarnych Marszów” dostało ogromny bonus bez specjalnego wysiłku. Nie wiem czy tak się musiało stać, być może nie, ale tak się stało. Trzeba wyciągnąć wnioski i pracować dalej. Do następnej kampanii ruchy prolife muszą podejść zjednoczone i w lepszej współpracy z Episkopatem. Kampania musi zostać lepiej komunikacyjnie przygotowana. Musimy zorganizować manifestacje poparcia. Pokazać, że przepisy które postulujemy obecnie obowiązują w różnych państwach i już w Polsce obowiązywały! Musimy wreszcie zmierzyć się z realnym przeciwnikiem, czyli lewacką ośmiornicą, odradzającą się wciąż w nowych postaciach. W miejsce Ruchu Palikota i Zielonych mamy teraz Nowoczesną i Partię Razem. Za nimi tych samych co zwykle ideologów z Gazety Wyborczej, Krytyki Politycznej, organizacji feministycznych i LGBT. Oni dążą nie do kompromisu, ale do pełnej dominacji, a nas widzą w roli Indian do pozamykana w ideologicznych rezerwatach. Tak już jest w wielu państwach na Zachodzie. W Polsce im się to nie uda, ale ponieważ siły obu stron wydają się dość wyrównane to walka będzie trwać długo, być może przez całe nasze pokolenie. Musimy być na to przygotowani, ideowo twardzi, mądrzy i wytrwali. Trzeba przełknąć dzisiejszy smutek, przez następne dni nabrać do sprawy nieco dystansu i już planować kolejne starcie!