Michał Wawer: Apteka (tylko) dla aptekarza

O najnowszych zmianach w prawie farmaceutycznym pisze skarbnik Zarządu Głównego Michał Wawer. Zapraszamy do lektury.

Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET opublikował pod koniec lipca niezwykle interesującą wiadomość o pierwszej aptece, która padła ofiarą ustawy „Apteka dla aptekarza”. O ustawie tej pisałem już kilka miesięcy temu, krytykując zarówno samą ustawę, jak i przyjętą przez rząd strategię prezentowania jej jako sposobu na ochronę polskiego rynku aptecznego przed zagraniczną konkurencją.

Przedstawiając ustawę w Sejmie, rząd Prawa i Sprawiedliwości deklarował między innymi, że ustawa nie doprowadzi do likwidacji istniejących aptek, a jedynie wprowadzi większą kontrolę nad otwieraniem nowych. Technicznie rzecz biorąc, nie było to kłamstwo – wprowadzone „Apteką dla aptekarza” ograniczenia w otwieraniu aptek (m.in. obowiązek otworzenia apteki w określonej odległości od innych istniejących aptek, czy ograniczenie liczby posiadanych aptek do czterech) mają rzeczywiście zastosowanie tylko do nowych punktów, otwieranych po wejściu w życie ustawy. Pułapka polega jednak na tym, że zgodnie z prawem farmaceutycznym nie jest możliwe przeniesienie istniejącej apteki w inną lokalizację – każda zmiana adresu wiąże się z utratą dotychczasowego zezwolenia i koniecznością ubiegania się o nowe. I ta „nowa”, a w istocie po prostu przeniesiona apteka musi już spełniać wszystkie wymogi nałożone przez „Aptekę dla aptekarza”.

W praktyce oznacza to na przykład, że jeżeli sieci aptecznej (posiadającej więcej niż cztery apteki) właściciel któregokolwiek lokalu nie przedłuży umowy najmu – to sieć automatycznie i bezpowrotnie traci tę aptekę, bo ze względu na ustalony limit czterech aptek nie zostanie jej wydane zezwolenie na przeniesienie apteki pod inny adres (w rozumieniu ustawy byłoby to bowiem otwarcie nowej apteki). A ponieważ żadna umowa najmu lokalu nie jest zawierana na wieczność, lecz prędzej czy później zostanie rozwiązana – sieci apteczne skazane są na stopniowe tracenie kolejnych punktów i kurczenie się do rozmiaru uznanego przez rząd (z jakiegoś powodu) za idealny, to jest czterech aptek. Proces ten będzie szybszy, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać, ponieważ w warunkach biznesowych zmienianie co kilka lat adresu przez punkt sprzedażowy jest czymś zupełnie normalnym i raczej trudno oczekiwać, by wiele umów najmu trwało dłużej niż 5-10 lat.

Twierdzenie w takiej sytuacji przez ministra Radziwiłła, że ustawa nie uderzy w istniejące apteki i sieci, zakrawa więc na bezczelne kłamstwo – nawet jeżeli jest prawdziwe w formalnym, ustawowym sensie.

Analizując skutki „Apteki dla aptekarza” zwracałem też uwagę, że ustawa ta uderzy w interesy dwóch grup – rozwijających się sieci aptecznych (w tym również sieci polskich) oraz konsumentów-klientów aptek. Nie wspomniałem jednak dotąd o trzeciej grupie – młodych, wchodzących na rynek farmaceutach.

Miałem ostatnio okazję rozmawiać z pewną studentką farmacji na temat jej perspektyw po ukończeniu studiów – w jej odbiorze „Apteka dla aptekarza” skutecznie zamknęła dla niej możliwość otwarcia własnej apteki. Jest to tym gorsza wiadomość dla młodych farmaceutów, że rynek pracy dla nich już wcześniej był w Polsce bardzo ograniczony – m.in. praktycznie w ogóle nie istnieje u nas popularny na Zachodzie zawód farmaceuty klinicznego, tj. farmaceuty pracującego w szpitalu i wspierającego lekarzy przy przepisywaniu właściwych leków oraz nadzorującego terapię farmakologiczną pacjentów. Dla mojej rozmówczyni w tej sytuacji wybór kariery po studiach sprowadza się w zasadzie do decyzji pomiędzy wyjazdem za granicę, a pozbawioną większych perspektyw pracą w cudzej aptece.

Coraz wyraźniej widać, że jedynym celem „Apteki dla aptekarza” było zabezpieczenie partykularnych interesów „starych farmaceutów”, posiadających po jednej lub kilka aptek w dobrych lokalizacjach i zaangażowanych w działanie samorządu aptekarskiego. W ich interesie jest zarówno zlikwidowanie sieci aptek (które były w stanie oferować lepsze ceny), jak i ograniczenie dostępu do rynku młodym farmaceutom, którzy mogliby z nimi konkurować o klientów. Zmniejszenie się liczby aptek i konkurencji między nimi umożliwi tej grupie narzucanie coraz wyższych cen klientom, bez żadnych obaw o utratę swojej pozycji rynkowej. Niestety, interesy „starych farmaceutów” stoją w ewidentnej sprzeczności z interesami wszystkich Polaków, którzy nie należą do tej grupy.

Na ironię zakrawa fakt, że – zgodnie z informacją podaną przez PharmaNET – jedną z pierwszych ofiar „Apteki dla aptekarza” jest jeden z przedstawicieli tej właśnie grupy, działacz samorządu aptekarskiego aktywnie lobbujący na rzecz przyjęcia ustawy. Niewymieniony z nazwiska farmaceuta prowadził aptekę w poznańskim budynku Izby Administracji Skarbowej; wygaśnięcie umowy najmu pozbawiło go dotychczasowego lokalu, a wskutek ograniczeń zawartych w „Aptece dla aptekarza” nie mógł jej przenieść do innego lokalu w okolicy.

Zdarzenie to daje oczywiście pewną gorzką satysfakcję wszystkim przeciwnikom fatalnej ustawy. Na dłuższą metę jednak koszty „Apteki dla aptekarza” ponosić będą zarówno klienci aptek, jak i cała polska gospodarka – i bezczelnością ze strony rządu było wprowadzanie takiej ustawy pod hasłami protekcjonistycznymi i narodowymi.

Link do poprzedniego artykułu na temat „Apteki dla aptekarza”: https://medianarodowe.com/ile-protekcjonizmu-w-aptece-dla-aptekarza/

Link do komunikatu PharmaNET: http://www.pharmanet.org.pl/news/153–zlikwidowana–apteka–w–poznaniu%252C–czyli–rewolucja–po%25C5%25BCera–w%25C5%2582asne–dzieci

Michał Wawer
Skarbnik Zarządu Głównego Ruchu Narodowego