Michał Wawer: Nawet zwolennik imigracji zgodzi się, że powinna ona odbywać się pod kontrolą państwa, a imigrant powinien płacić podatki

Już za kilka dni wchodzą w życie nowe przepisy unijne o ruchu bezwizowym UE z Ukrainą, które mogą niestety pogłębić polskie problemy z nielegalną imigracją. A problemy te są poważne, choć nie jest to temat z pierwszych stron gazet i żadna duża partia ani stacja telewizyjna nie ma interesu w nagłaśnianiu tego tematu. Szczególnie na Podkarpaciu aktualnym tematem jest powstawanie ukraińskich gett i narastanie w nich antypolskich, banderowskich nastrojów. W skali całego kraju głównym problemem jest jednak masowe zatrudnianie nielegalnych pracowników, pochodzących przede wszystkim z Ukrainy.

Moje doświadczenia zawodowe w obszarze doradzania przy zatrudnianiu imigrantów pokazują dwie sprawy:

1) Legalne, trwałe zatrudnienie imigranta jest dla pracodawcy i samego imigranta drogą przez biurokratyczną gehennę.
Postępowania o zezwolenie na pracę trwają po wiele miesięcy – a przed uzyskaniem zezwolenia nie można legalnie zatrudnić obcokrajowca. Czyli w praktyce w trakcie trwania postępowania imigrant będzie pracował „na czarno” albo wcale. Dla większości wybór jest oczywisty… I trudno się dziwić.
Większość spraw w wydziałach spraw cudzoziemców można załatwić tylko osobiście, co oznacza konieczność stania w wielogodzinnych kolejkach (naprawdę, w żadnym urzędzie nigdy nie widziałem takich kolejek, jak pod warszawskim WSC). Decyzje urzędników są arbitralne i często rozbieżne, każdy interpretuje przepisy po swojemu.
Same przepisy o pobycie i zatrudnianiu cudzoziemców są tak skomplikowane, że trzeba naprawdę sporo praktyki, aby się w nich swobodnie poruszać. To z kolei sprawia, że wielu księgowych, a nawet prawników niewyspecjalizowanych w temacie, nieświadomie udziela błędnych porad swoim klientom. A to prowadzi np. do sytuacji, gdy imigrant jest w firmie zatrudniony nielegalnie (bo nie ma prawidłowego zezwolenia), ale wszyscy są przekonani, że zatrudnienie jest legalne, odprowadza się podatki i składki, i tak dalej.

2) Nielegalne przebywanie w Polsce i praca „na czarno” jest banalnie proste i praktycznie nie jest w żaden sposób ścigane. Papiery umożliwiające uzyskanie wizy wjazdowej do Polski (zaproszenia lub tzw. oświadczenia o powierzeniu pracy) można kupić za kilkaset złotych. Przepisy o ruchu bezwizowym zlikwidują nawet taką przeszkodę.
Nie ma w Polsce właściwie służby, której zasadniczym zadaniem byłoby choćby tylko monitorowanie, czy wyjeżdżają z Polski ci imigranci, którym kończą się wizy/zezwolenia. Deportacja nielegalnego imigranta jest czymś niebywale rzadkim.

Zestawienie tych dwóch problemów sprawia, że w praktyce pracodawca i imigrant są zachęcani przez państwo polskie do zatrudniania i pracy „na czarno”. Jest to prostsze, wygodniejsze, rzecz jasna tańsze, i – co najgorsze – rodzi mniejsze zagrożenia dla pracodawcy (sic!). Bo dużo większe jest prawdopodobieństwo popełnienia jakiegoś błędu przy załatwianiu sprawy legalnie (a taki błąd od razu przyciąga kontrolę, mandaty, itd.), niż „wpadki” przy zatrudnianiu bez żadnych dokumentów i bez informowania o tym urzędników w jakikolwiek sposób. Ponadto nawet w wypadku stwierdzenia, że pracodawca zatrudniał nielegalnie – kary są niskie i tylko pieniężne.

I tu nie chodzi nawet o to, czy ktoś ogólnie jest zwolennikiem zapraszania imigrantów do Polski, czy nie. Można się spierać, czy Polska potrzebuje zagranicznych pracowników, czy nie. Jednak chyba nawet zwolennik imigracji zgodzi się, że powinna ona odbywać się pod kontrolą państwa, a imigrant powinien płacić podatki i mieć dostęp do usług publicznych (służby zdrowia, praw pracowniczych, opieki sądu i policji).
Natomiast takie zachęcanie do imigracji nielegalnej rodzi mnóstwo negatywnych skutków – utrudnia asymilację imigrantów, zaniża poziom płac na całym rynku, i daje nieuczciwą przewagę konkurencyjną przedsiębiorstwom zatrudniającym nielegalnie (niższe koszty). W niektórych branżach (budownictwo, gastronomia) już w tej chwili widać, że firmy odmawiające nielegalnego zatrudniania po prostu nie wytrzymują konkurencji i bankrutują.

Ruch bezwizowy z Ukrainą może te problemy pogłębić (bo przyjedzie więcej Ukraińców), ale paradoksalnie może się okazać, że je właśnie pomniejszy (bo prawo legalnego wjazdu do wszystkich krajów UE zachęci imigrantów do jechania dalej na Zachód, i Polska stanie się tylko krajem tranzytowym).
Natomiast systemowy problem braku kontroli nad imigracją i zachęcania do zatrudniania „na czarno” pozostaje. Jak dotąd żaden rząd nawet nie próbował się z nim na poważnie zmierzyć.