Michał Wawer: Polska w świecie 2017 – subiektywny przegląd

Rok 2017 należał do wielkich projektów międzynarodowych – tych głośnych, które nie schodziły z pierwszych stron gazet, ale też tych wprowadzanych dyskretnie i bez medialnej uwagi. Świat i Europa są dzisiaj pod względem prawnym i handlowym nieco bardziej zglobalizowane niż były rok temu. Nie jest to niestety dobra wiadomość dla Polski, bo z każdym rokiem coraz bardziej widać, że zglobalizowany świat to świat „koncertu mocarstw”, gdzie małe i średnie państwa mają coraz mniej do powiedzenia. Polski rząd zresztą starannie unika zajmowania jasnego i asertywnego stanowiska nawet wtedy, gdy ma do tego prawo i okazję – co powoduje, że wiele decyzji jest podejmowanych ponad naszymi głowami. Rządowi zresztą dzielnie sekundują media głównego nurtu (niezależnie od tego, po której stronie wojny plemion stoją) – istotne zmiany w prawie międzynarodowym są albo zupełnie ignorowane, albo beznadziejnie spłycane, tak że zainteresowanie opinii publicznej tymi sprawami jest w dalszym ciągu marginalne.

Wiedząc, jak trudny jest dostęp do informacji na temat międzynarodowych porozumień handlowych i infrastrukturalnych, przygotowałem krótkie podsumowanie tego, co się zmieniło przez ostatni rok:

1. Nowy Jedwabny Szlak (część lądowa). Chiński projekt zbudowania dużego lądowego szlaku handlowego w poprzek Eurazji uzyskał pewien rozgłos w polskich mediach, opinia publiczna koncentrowała się przy tym jednak przede wszystkim na możliwości napływu do Polski chińskich funduszy i inwestycji, czyli na niewielkim wycinku całego projektu. Jest to sytuacja podobna do medialnego postrzegania zagadnień związanych z Unią Europejską, gdzie szeroko dyskutuje się o funduszach europejskich, czyli bezpośrednich transferach pieniężnych do naszego budżetu, a w zasadzie pomija się to, w jaki sposób przynależność do Unii Europejskiej wpływa na konkurencyjność naszych firm i strukturę polskiej gospodarki.

Sam projekt Nowego Jedwabnego Szlaku pozostaje jak dotąd (przynajmniej z polskiej perspektywy) przede wszystkim faktem medialnym i chińską manifestacją ambicji mocarstwowych. Stworzenie infrastruktury transportowej w poprzek Azji wymaga działań o niemal niewyobrażalnej skali i stopniu skomplikowania. Na dzień dzisiejszy trudno oszacować nawet polityczne szanse realizacji projektu budowlanego, który siłą rzeczy musi być zlokalizowany przede wszystkim w Rosji i krajach pozostających w rosyjskiej strefie wpływów. Stworzenie rzeczywiście dużej i przepustowej trasy drogowej lub kolejowej między Polską a Chinami wymaga dziesiątków lat pracy – dzisiaj połączenie kolejowe ma charakter raczej symboliczny, zaczyna się na granicy z Białorusią (nawet nie w Polsce!), a kończy kawałek za chińską granicą. Przepustowość tego połączenia pozostaje minimalna, a obsługujący je rosyjski tabor kolejowy jest tak przestarzały, że np. wagony-chłodnie, teoretycznie umożliwiające przewóz mięsa z Polski do Chin, nie są już wpuszczane przez Chińczyków na ich terytorium.

Mimo tych wszystkich przeszkód Polska powinna oczywiście brać czynny udział we wszelkich dyplomatycznych i infrastrukturalnych działaniach związanych z projektem – choćby tylko po to, by poprawić swoją pozycję negocjacyjną wobec państwa Europy Zachodniej. A na tym polu, podobnie jak na wielu innych, polski rząd raczej podąża za premierem niewielkich Węgier, niż samemu obejmuje przywództwo. Nasi przywódcy działają na tym polu mało aktywnie, a przy okazji potrafią się skompromitować, tak jak miało to miejsce w ubiegłym roku, gdy ówczesna premier Beata Szydło oraz Mateusz Morawiecki (wówczas wicepremier) kilkakrotnie publicznie ogłosili, że Chiny będą współfinansować projekt Centralnego Portu Lotniczego – mimo braku jakichkolwiek rzeczywistych ustaleń w tym zakresie.

2. EPA (EU-Japan Economic Partnership Agreement) – w grudniu 2017 zakończono negocjacje nad utworzeniem strefy wolnego handlu obejmującej Unię Europejską i Japonię. Szersze omówienie traktatu publikowałem kilka tygodni temu:

PRAW(N)A STRONA: Japońska kolonizacja nadchodzi

Nowością są pojawiające się plotki, że EPA miałaby zacząć obowiązywać już w marcu 2018 roku, co oznaczałoby, że porozumienie to albo zostanie uznane za należące do wyłącznych kompetencji UE (a zatem w ogóle niewymagające ratyfikowania przez państwa członkowskie), albo zostanie wprowadzone, podobnie jak CETA, w formule „tymczasowej”. Oznacza to, że w sprawie kluczowej dla naszych interesów handlowych nie będziemy mieli ani prawa wziąć udziału w negocjacjach, ani odmówić przyjęcia unijnych ustaleń (choć oczywiście nasz rząd nigdy nie przejawiał zainteresowania ani jednym, ani drugim).

3. CETA – traktat o wolnym handlu z Kanadą, podpisany w połowie 2016 roku, we wrześniu 2017 roku wszedł w życie, otwierając unijne rynki dla firm kanadyjskich i znosząc cła na większość towarów. Pośrednio dopuszczone w ten sposób na rynek europejski także firmy amerykańskie, które mogą działać poprzez swoje kanadyjskie filie (USA i Kanada należą do północnoamerykańskiej strefy wolnego handlu NAFTA)

CETA weszła w życie „tymczasowo” – to jest wyłącznie na podstawie decyzji Komisji Europejskiej i bez ratyfikowania traktatu przez państwa członkowskie. Ta „tymczasowość” nabiera coraz bardziej stałego charakteru, jako że od września 2017 roku CETA nie została poddana pod głosowanie żadnego parlamentu narodowego. Obecnie traktat jest ratyfikowany przez zaledwie siedem państw UE i nie można znaleźć żadnych informacji o planowanym terminie zakończenia procedury ratyfikacji. Trudno o lepszy przykład instrumentalnego traktowania przez władze Unii Europejskiej swoich własnych przepisów i wartości.

Autor jest członkiem Zarządu Głównego Ruchu Narodowego.