Michał Wawer: Źródła narodowej myśli ekonomicznej

Inspiracje pochodzące z teorii ekonomii i z nauki Kościoła zostały twórczo rozwinięte przez narodowców i stały się podstawą narodowej myśli ekonomicznej. Kluczowym postulatem programu polskich nacjonalistów był narodowy solidaryzm, zdefiniowany szczegółowo przez Romana Dmowskiego w dokumencie programowym „Nasz patriotyzm” (1893). Istotą narodowego solidaryzmu jest jasne stwierdzenie, że celem działalności politycznej Polaków powinien być interes całego narodu.

Współcześnie często można zetknąć się z przekonaniem, że narodowcy są ugrupowaniem, które gospodarką zajmuje się rzadko i niechętnie. W naszej działalności na pierwszy plan wysuwają się postulaty dotyczące kultury i tożsamości – jesteśmy kojarzeni przede wszystkim z aktywnością na polu polityki historycznej, upowszechnianiem wartości katolickich (m.in. w ramach działalności pro-life) czy promocją konserwatyzmu obyczajowego (w opozycji do marksizmu kulturowego). Nawet przy tematach tak dla nas ważnych jak sprzeciw wobec niekontrolowanej imigracji albo wobec integracji europejskiej – nasze argumenty natury ekonomicznej przebijają się znacznie słabiej niż inne rodzaje krytyki.

W efekcie większość społeczeństwa ma bardzo niewielkie pojęcie na temat poglądów gospodarczych ugrupowań narodowych – i bardzo częste jest przekonanie, że narodowcy takich poglądów po prostu nie mają. Co gorsza, wielu działaczy narodowych nie potrafi udzielać prostych i przekonujących odpowiedzi na pytania o kwestie gospodarcze – brakuje w tym obszarze odpowiedniej formacji i dyskusji wewnątrz środowiska. Duża część wielu członków organizacji narodowych jest przy tym pod wyraźnym wpływem poglądów socjalistycznych (z jednej strony) lub libertariańskich (z drugiej strony), co powoduje, że niekiedy kwestionują nawet podstawowe tezy z zakresu ekonomii, które powinny dla każdego narodowca być oczywiste.

Prezentowanie narodowego punktu widzenia na gospodarkę nie należy w dzisiejszych czasach do łatwych zadań. Wskutek doświadczeń okresu zimnej wojny bardzo powszechne jest dziś przekonanie, że istnieją tylko dwie możliwe doktryny gospodarcze, występujące w różnych odmianach i wariacjach – marksistowski socjalizm lub liberalny, globalistyczny kapitalizm. Z tego dwupodziału bardzo trudno się w praktyce wyrwać, ponieważ osoba krytykująca jakikolwiek aspekt kapitalizmu lub globalizacji może zostać łatwo zaliczona do grona „socjalistów” (w oskarżeniu tym szczególnie lubują się zwolennicy Janusza Korwin-Mikkego), a z kolei krytycy rozwiązań socjalistycznych i koncepcji państwa opiekuńczego narażają się na zarzut promowania „dzikiego kapitalizmu”. Gospodarcza „trzecia droga” narodowców, oparta na katolickiej nauce społecznej, jest współcześnie trudna do wytłumaczenia i jeszcze trudniejsza do spopularyzowania. Niemniej wyzwanie to musimy podjąć – a pierwszym krokiem jest upowszechnienie wiedzy o narodowym programie gospodarczym wśród samych działaczy narodowych.

Pod zaborami

W warunkach zaborów Polacy byli pozbawieni udziału we wszelkich decyzjach politycznych dotyczących polskiej gospodarki, wobec czego pierwsi narodowcy postrzegali kwestie gospodarcze jako część ogólnych działań zmierzających do rozwijania polskiego narodu i dążenia do odzyskania niepodległości. Narodowcy dostrzegali między innymi, że niemożliwe jest wytworzenie polskiej tożsamości narodowej w chłopach i robotnikach, dopóki ci znajdują się w stanie nędzy i cały swój czas poświęcają na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych. Stąd aktywny udział narodowców w pracy organicznej, która obejmowała wszechstronne, oddolne działania na rzecz edukacji i poprawy sytuacji ekonomicznej Polaków. Długoterminowym efektem tej pracy było między innymi masowe poparcie polskiego społeczeństwa dla narodowców po odzyskaniu niepodległości.

Nieistnienie państwa polskiego z natury rzeczy wykluczało jakiekolwiek państwowe zaangażowanie w poprawę sytuacji ekonomicznej Polaków – rządy zaborcze były zainteresowane raczej zubożaniem Polaków. Dlatego też pozytywiści i narodowcy drogę do wzbogacenia się narodu polskiego widzieli we własnej aktywności, ciężkiej pracy i poświęceniu jednych Polaków na rzecz innych, a nie w państwowej interwencji. Według współczesnych definicji należałoby więc zaliczyć ich do zwolenników wolnego rynku – choć niemających nic wspólnego z typowo liberalnym podejściem zakładającym indywidualizm i zabieganie przede wszystkim o własny interes. Ta „wolnorynkowość” wynikała po prostu z braku polskiego rządu, a także z tego, że w XIX wieku brak ograniczeń dla własności prywatnej i wolności gospodarczej były – co do zasady – oczywistością. Koncepcja interwencjonizmu państwowego miała się dopiero narodzić.

Główna debata gospodarcza w XIX wieku toczyła się między zwolennikami dwóch najważniejszych myślicieli – Adama Smitha i Friedricha Lista. Adam Smith, najbardziej znany twórca liberalnej szkoły ekonomicznej, propagował przekonanie, że niczym nieskrępowany, globalny handel jest najszybszą drogą do wzbogacenia się całej ludzkości. W swoich tekstach dowodził między innymi, że wszelkie bariery dla wolności gospodarczej (takie jak cła lub koncesje) są szkodliwe dla gospodarki i społeczeństwa.

Najważniejszym ówczesnym krytykiem Adama Smitha był niemiecki myśliciel Friedrich List – dziś nieco zapomniany twórca teorii protekcjonizmu. W swoich tekstach List wykazywał między innymi, że prawidłowo prowadzona polityka ochrony krajowych przedsiębiorców (zwłaszcza stosowanie ceł) jest kluczowa dla rozwoju gospodarczego państwa, a nieograniczony handel międzynarodowy służy przede wszystkim najbogatszym mocarstwom. Spór dotyczący globalizacji i protekcjonizmu trwa do dzisiaj – i choć nazwisko Lista nie jest obecnie tak słynne jak jego przeciwnika, to potęga gospodarcza dzisiejszych mocarstw (Niemiec, USA, Chin) została zbudowana między innymi na jego dziedzictwie intelektualnym. Myśl Friedricha Lista była też inspiracją dla pierwszych narodowców, dostrzegających drogę do odzyskania niepodległości między innymi w intensywnym rozwoju polskiego przemysłu.

Smith i List mieli wyraźnie odmienne poglądy na wiele kwestii gospodarczych, jednak obaj przyjmowali za oczywistość istnienie w pełni wolnego rynku krajowego i ograniczenie ingerencji państwowej do minimum. Takie były też przekonania większości przedstawicieli XIX-wiecznych elit, w tym pierwszych polskich narodowców – kwestie takie jak pomoc ubogim i chorym traktowano przeważnie jako pole dla prywatnej działalności charytatywnej lub ubezpieczeniowej, a nie obszar zainteresowania polityki rządowej.

Sytuacja ta zaczęła się zmieniać pod koniec XIX wieku. Swego rodzaju pionierem był niemiecki kanclerz Otto von Bismarck – twórca pierwszego systemu państwowego ubezpieczenia społecznego. Z perspektywy myśli narodowej prawdziwym przełomem było jednak dopiero wydanie w 1891 encykliki Rerum Novarum, która dała początek katolickiej nauce społecznej. W encyklice tej papież Leon XIII poddał fundamentalnej krytyce marksistowski socjalizm i koncepcję powszechnej własności wspólnej – wykazał, że ideologia ta jest sprzeczna z ludzką naturą, szkodliwa i niemożliwa do pogodzenia z wiarą katolicką. Jednocześnie papież potępił pozbawiony ograniczeń kapitalizm i liberalizm oraz wskazał, że państwo ma obowiązek podejmować w określonych okolicznościach interwencję – encyklika w szczególności wskazywała tu na kwestię ochrony praw pracowniczych. Rerum Novarum wytyczyła w ten sposób drogę polityczną dla wszelkich narodowych i konserwatywnych ugrupowań w całej Europie. Katolicka nauka społeczna stała się także jedną z najważniejszych inspiracji dla całej prawicowej myśli ekonomicznej w XX wieku – w Polsce w najpełniejszy sposób odwołuje się do niej właśnie narodowa myśl gospodarcza.

Inspiracje pochodzące z teorii ekonomii i z nauki Kościoła zostały twórczo rozwinięte przez narodowców i stały się podstawą narodowej myśli ekonomicznej. Kluczowym postulatem programu polskich nacjonalistów był narodowy solidaryzm, zdefiniowany szczegółowo przez Romana Dmowskiego w dokumencie programowym „Nasz patriotyzm” (1893). Istotą narodowego solidaryzmu jest jasne stwierdzenie, że celem działalności politycznej Polaków powinien być interes całego narodu, tj. interes wszystkich Polaków niezależnie od przynależności klasowej, zawodowej, ich sytuacji majątkowej czy regionalnych interesów. Ten aktualny do dziś postulat wiąże się oczywiście ze sprzeciwem wobec uprzywilejowywania bogatych lub dopuszczaniu do powstania w społeczeństwie zbyt wielkich różnic majątkowych – ale w tym samym stopniu oznacza potępienie dla ideologii socjalistycznej, dbającej tylko o interesy jednej, najuboższej klasy. Narodowy solidaryzm wynika wprost z uznania, że zarówno pracodawca, jak i pracownik są niezbędni dla dobrobytu i siły polskiego narodu. Wynika z tego jednoznacznie, że naród polski powinien zabezpieczać interesy przedstawicieli wszystkich klas – ale także to, że naród polski ma prawo w razie potrzeby żądać poświęceń od nich wszystkich. Niedopuszczalne jest takie uprzywilejowywanie jakiejkolwiek klasy, grupy zawodowej lub społecznej, które nie jest uzasadnione dobrem całego narodu.

W dwudziestoleciu międzywojennym

Odzyskanie niepodległości i szeroki udział narodowców w życiu publicznym II RP przyniósł liczne rozważania nad tym, jak powinna wyglądać państwowa polityka gospodarcza. Chyba najważniejszą (i trwającą do dzisiaj) debatą na temat polityki gospodarczej, która rozwinęła się w dwudziestoleciu międzywojennym, jest spór o interwencjonizm – rolę państwa w krajowej gospodarce. Spór ten prezentuje się często jako wyłącznie dwustronny – z jednej strony ustawia się liberałów gospodarczych, którzy (co do zasady) odmawiają państwu prawa do regulowania gospodarki i postrzegają państwo jako „zło konieczne”, a z drugiej strony wskazuje się na keynesistów i socjalistów, propagujących (co do zasady) nieograniczoną interwencję państwową. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach często postrzega się te dwie opcje jako wyłączny wybór i od każdej formacji politycznej oczekuje się, że stanie po jednej albo po drugiej stronie.

Tymczasem katolicka nauka społeczna wypracowała trzecią pozycję w debacie, która została przyjęta przez narodowców w Polsce jako oczywistość. Chodzi tu o zasadę pomocniczości, zgodnie z którą państwo ma prawo i obowiązek interweniować wówczas, gdy jest w stanie z jakimś problemem poradzić sobie wyraźnie lepiej niż sami obywatele, oddolne organizacje lub samorządy. Natomiast jeżeli obywatele są zdolni do rozwiązania jakiegoś problemu we własnym zakresie, to państwo ma obowiązek powstrzymać się od interwencji.

Stosowanie zasady pomocniczości rodzi oczywiście w praktyce liczne spory i dyskusje, ale daje nam jednoznaczne ogólne zasady i stawia sprawę jasno – interwencja państwowa nie jest czymś moralnie złym (jak chcą liberałowie) ani moralnie dobrym (jak chcą socjaliści). Wszystko zależy od tego, jaka to interwencja i jaki jest jej cel. Państwo nie może zostawić obywateli samych w sobie w obliczu trudnych problemów, ale nie może też stać się państwem terapeutycznym, które zdejmuje z obywateli wszelką odpowiedzialność.

Jedną z najistotniejszych inspiracji płynących z zagranicy w dwudziestoleciu międzywojennym była teoria dystrybucjonizmu stworzona przez angielskich myślicieli katolickich (zwłaszcza pisarza Gilberta Keitha Chestertona) na bazie katolickiej nauki społecznej. Twórcy tej teorii za idealny ustrój gospodarczy uznali zasadę powszechnej i rozdrobnionej własności – taką sytuację społeczną, w której każdy obywatel posiada własność na tyle dużą, by miał możliwość zarabiania na życie pracą na własny rachunek (np. gospodarstwo rolne, warsztat rzemieślniczy), a jednocześnie zbyt małą, by mógł żyć bez pracy, tylko z odsetek od kapitału. Innymi słowy, dystrybucjonistycznym ideałem jest społeczeństwo drobnych przedsiębiorców – klasy średniej, której członkowie dzięki posiadaniu stabilnego zabezpieczenia materialnego w postaci własnego, niewielkiego przedsiębiorstwa nie są zależni od pracodawcy ani od państwa, a tym samym uzyskują prawdziwą wolność (w aspekcie politycznym i ekonomicznym). Koncepcja dystrybucjonizmu powstała jako reakcja na dominujący w Wielkiej Brytanii model monopolistycznego kapitalizmu, niosący ze sobą ogromne rozwarstwienie społeczne, ale także jako odpowiedź na etatystyczne koncepcje socjalistów.

Warto zaznaczyć, że dystrybucjonizm nigdy nie był ideologią rewolucyjną. Chesterton i inni autorzy stworzyli model idealnego katolickiego społeczeństwa, jednak nie proponowali go jako czegoś, co jest możliwe do osiągnięcia w drodze zmiany przepisów prawnych lub poprzez jakikolwiek przymusowy podział własności. Dystrybucjonizm miał być jedynie inspiracją i odległym celem, do którego powinno się dążyć w drodze stopniowych, ewolucyjnych zmian.

Oczywistą słabością teorii dystrybucjonizmu jest fakt, że o ile na przykład w dziedzinie produkcji rolnej teoretycznie wykonalna jest likwidacja wielkiej własności ziemskiej i oparcie się na drobnych rodzinnych gospodarstwach, to już przy produkcji przemysłowej zwykle nie ma takiej możliwości – procesu produkcji samolotu czy statku po prostu nie da się podzielić pomiędzy wiele małych warsztatów rzemieślniczych. Odpowiedzi na to, jak wpisać wielką własność przemysłową w koncepcję dystrybucjonizmu, próbowało udzielić wielu myślicieli, a wśród nich wybitny narodowiec Adam Doboszyński. W swoim najważniejszym, programowym tekście „Gospodarka narodowa” Doboszyński zastosował do polskich realiów teorię dystrybucjonizmu, proponując różne formy wspólnego lub spółdzielczego zarządzania w różnych sektorach gospodarki. Teoria dystrybucjonizmu znalazła w Polsce praktyczne zastosowanie w formie rozkwitu spółdzielczości w II RP.

Warto odnotować, że pomimo ogromnej liczebności i różnorodności obozu narodowego w II RP przypadki odejścia od katolickiej nauki społecznej w myśli politycznej i gospodarczej były niezwykle rzadkie. Marksizm był wśród narodowców praktycznie nieobecny (również w wydaniu narodowego socjalizmu). Z Zachodu przenikały do Polski idee korporacjonizmu i syndykalizmu – zakładające oparcie ustroju gospodarczego na samorządach zawodowych i związkach zawodowych – jednak przyjmowane były przez narodowców w wersji chrześcijańskiej i aprobowanej przez Kościół, mającej niewiele wspólnego z włoskim faszyzmem i niemieckim nazizmem.

Nurt narodowo-radykalny, który wyodrębnił się z obozu narodowo-demokratycznego, kładł nawet jeszcze większy nacisk na ideały solidaryzmu narodowego i wierność katolickiej nauce społecznej. Warto przytoczyć tu niektóre odnoszące się do gospodarki fragmenty deklaracji Obozu Narodowo-Radykalnego z 1934 roku:

„Obóz Narodowo-Radykalny stoi na gruncie zasad Katolickich. (…)

Państwo powinno dążyć do wytworzenia największej ilości drobnych i średnich gospodarstw przez parcelację wielkich obszarów rolnych (…)

Państwo Polskie winno stworzyć warunki umożliwiające powstawanie małych zakładów rzemieślniczych i przemysłowych.”

 Mimo, że naszymi sąsiadami były dwa największe ówczesne imperia oparte o  ideologię marksistowską – Związek Sowiecki i nazistowskie Niemcy – to na polskiej prawicy koncepcje kolektywnej własności albo wszechwładzy państwa pojawiały się wyłącznie w marginalnych grupkach, praktycznie wykluczonych ze środowiska narodowego. Radykalizm organizacji takich jak ONR objawiał się w wyraźnych odwołaniach do katolickiej nauki społecznej i postulatów zastosowania w praktyce dystrybucjonizmu, a nie w hasłach walki klas.

Narodowa myśl gospodarcza dzisiaj

Braki w formacji ekonomicznej narodowców widać wyraźnie po mnożących się próbach łączenia myśli i działalności narodowej z różnymi obcymi nam ideologiami. Wśród szerokiej, „antysystemowej” prawicy od wielu lat bardzo popularne są na przykład elementy antypaństwowej myśli libertariańskiej – jest to jedno ze zjawisk charakterystycznych dla państwa postkomunistycznego, gdzie różnego rodzaju patologie marksizmu powszechnie utożsamiono z wadami państwa jako takiego. W efekcie wielu Polaków jest głęboko przekonanych, że np. państwowe przedsiębiorstwa są z definicji niezdolne do sprawnego, efektywnego funkcjonowania. Tymczasem przeświadczenie to nie znajduje żadnego oparcia w faktach – historia gospodarki zna wiele przykładów niebywale wydajnych przedsiębiorstw z kapitałem państwowym (na takich firmach swoją potęgę zbudowała na przykład część współczesnych azjatyckich „tygrysów”), a z kolei prywatne korporacje mogą często służyć za przykłady spektakularnego marnotrawstwa.

W Polsce koncepcje liberalne i libertariańskie uległy dość nietypowej syntezie z poglądami konserwatywnymi, wskutek czego zostały utożsamione z poglądami „prawicowymi” czy wręcz „radykalnie prawicowymi”. W efekcie konserwatywni liberałowie często krytykują te same zjawiska, które my jako narodowcy również uważamy za szkodliwe. Problem zacierania się ideologicznej granicy między narodowcami a libertarianami nasilił się w ostatnich latach w wyniku przesunięcia się charyzmatycznego liberała Janusza Korwin-Mikkego na pozycje sprzeciwu wobec Unii Europejskiej i muzułmańskiej imigracji.

Naturalnym procesem w takiej sytuacji jest wzajemne oddziaływanie na siebie przez dwie grupy stojące „po tej samej stronie barykady”. Wobec braku należytej formacji ekonomicznej, niektórzy narodowcy mają tendencję do przyjmowania zwodniczo prostych rozwiązań libertarianizmu za własne, co prowadzi do powstania dziwacznej hybrydy ideologicznej – liberała-katolika, antypaństwowego narodowca. Na dłuższą metę takiego połączenia poglądów nie da się oczywiście konsekwentnie utrzymać – prędzej czy później pojawia się kwestia, w której zachodzi sprzeczność między poglądami liberalnymi a narodowymi. Za klasyczny przykład może tu posłużyć polityka prorodzinna, która dla narodowców jest sprawą fundamentalną i niezbędną dla biologicznego przetrwania narodu, podczas gdy dla konserwatywnych liberałów jest zwykle czymś raczej podejrzanym i postrzeganym jako zakamuflowany „socjalizm”.

Jak dotąd problem takiego łączenia myśli narodowej z liberalizmem dotyczy raczej indywidualnych działaczy i nie powstało żadne zorganizowane środowisko „narodowych liberałów”, konkurencyjne wobec obozu narodowego. Niemniej problem ten istnieje i nie powinien być lekceważony, a odpowiedzią na niego powinno być jak najszersze propagowanie wśród działaczy poglądów na gospodarkę i ustrój zgodny z myślą narodową.

Odwrotnym i poważniejszym problemem jest powstawanie organizacji o profilu marksistowskim, które przedstawiają się jako część obozu narodowego i „nowe oblicze” polskiego nacjonalizmu. Na Zachodzie obserwujemy obecnie rozkwit ruchów nazywanych powszechnie nacjonalistycznymi, które jednak nie mają wiele wspólnego z polskimi narodowcami – chodzi tu o amerykańskie ugrupowania spod haseł „alt-right” czy europejskie formacje, których jedynym programem jest agresywna reakcja na kryzys imigracyjny. Praktyka pokazuje, że te zachodnie organizacje niemal bez wyjątku ulegają „zakażeniu” marksizmem i zwykłym rasizmem. W dobie Internetu poglądy te łatwo przechodzą również na grunt polski – efektem jest pojawianie się wewnątrz środowiska narodowego postulatów np. „laickiego nacjonalizmu” (tj. zdystansowania się od katolickiej nauki społecznej) czy „separatyzmu rasowego” (czyli zwykłego rasizmu, stanowiącego moralne przeciwieństwo narodowego postulatu spójności narodowej). Idee te mają również konsekwencje ekonomiczne – wiążą się z propagowaniem marksistowskiego socjalizmu (o zabarwieniu narodowym) zamiast narodowej myśli ekonomicznej. Widać to na przykład w deklaracji ideowej środowiska „Szturmowców”, gdzie naród postrzega się w perspektywie klasowej i dzieli się klasy na „dobre” (klasy wyzyskiwane) i „złe” (klasy posiadające). Deklaracja ta jest przykładem rozmywania pojęcia narodowego solidaryzmu i dążenia do utożsamienia go z pojęciem narodowego socjalizmu – podczas gdy w istocie te pojęcia są przeciwstawne.

Pojawianie się socjalistycznych haseł i organizacji na obrzeżach środowiska narodowego pokazuje, że poziom formacji ideowej (również w zakresie gospodarki) w organizacjach narodowych jest niewystarczający.

Nadchodzą czasy, w których narodowa myśl gospodarcza może stać się z powrotem główną wytyczną dla polskiej polityki gospodarczej. Kryzys Unii Europejskiej i prognozowany już kryzys całego procesu globalizacji powinny stać się momentem powrotu do mądrze pojmowanego protekcjonizmu gospodarczego i odzyskania gospodarczej suwerenności – w przeciwnym wypadku Polska pozostanie bezwolną ekonomiczną kolonią gospodarczych mocarstw i jako pierwsza będzie płacić cenę każdego kryzysu gospodarczego. Z kolei na wewnętrzne problemy państwa polskiego efektywnie odpowiedzieć może jedynie mądrze stosowana zasada pomocniczości, w tym zwłaszcza polityka prorodzinna, wsparcie dla reindustrializacji polskiej gospodarki i przebudowa rynku pracy w duchu solidaryzmu narodowego. Zarówno liberalizm, jak socjalizm miały swoje szanse na zbudowanie bogatej, silnej Polski – i obie te ideologie poniosły porażkę. Do dzisiejszych narodowców należy zrobienie wszystkiego, co w naszej mocy, by zreformować polską gospodarkę zgodnie z ideą narodową.