Robert Winnicki: Jedność Zachodu – kogo z kim i po co?

“Jeżeli miałoby nastąpić odrodzenie Zachodu, to będzie to możliwe jedynie przy zachowaniu jego jedności” – mówił dziś prezydent Duda podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium.

Na tej samej konferencji kilka godzin wcześniej wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans po raz kolejny, w sposób skandaliczny, pouczał Polskę jak powinna kształtować swoje instytucje i politykę wewnętrzną. Ten sam lub bardzo podobny ton płynie z bardzo wielu zachodnich ośrodków władzy, mediów, kultury i gospodarki.

Tzw. “jedność Zachodu” oznacza bowiem od kilkudziesięciu lat system oparty o dominację kosmopolitycznych elit, międzynarodowej finansjery, globalnych korporacji i marksistów kulturowych. System niszczący tożsamość narodów i suwerenność państw.

Ten system dziś się chwieje. Jego obrońcami są potężne, lewicowo-liberalne siły reprezentowane przez postacie takie jak Timmermans, atakującymi – tradycjonaliści, narodowcy, eurosceptycy, przeciwnicy multi-kulti.

Prezydent Duda mówił w swoim wystąpieniu również: „Na Zachodzie odczuwalny jest wiatr zmian. Elity polityczne nie powinny starać się tych zmian zatrzymać, ponieważ są one nieuniknione”. Stawiając się niejako pośrodku zmagań, które toczą się dziś coraz intensywniej.

Takie stawianie sprawy jest jednak ułudą, zwłaszcza w warunkach europejskich. Np. rdzeniowa konstrukcja instytucjonalna, ideowa i prawna UE jest wprost sprzeczna z “wiatrem zmian”, o których wspomniał Andrzej Duda. Mówiąc inaczej – UE można zdemontować albo z niej wystąpić, jej reforma w kierunku pro-narodowym jest praktycznie niemożliwa.

Żyjąc złudzeniem “korekty” ładu międzynarodowego, stojąc niejako w rozkroku między głównymi nurtami zmagań w świecie Zachodu, Polska będzie tracić szansę na aktywne współkształtowanie nowego ładu, którego wykuwanie już się rozpoczęło.

Zamiast powtarzać zaklęcia o nieistniejącej “jedności Zachodu” nasze państwo powinno energicznie wesprzeć demontowanie systemu globalistycznego i szukać swoich opcji w kontaktach dwustronnych, zwłaszcza z mocarstwami.

Nadchodzi epoka wielobiegunowości w polityce globalnej, a pozostawanie zarówno atakującym, jak i obrońcą starego ładu nie wróży sukcesów w przyszłości.