Ruch Narodowy w obronie Muzeum Techniki – rozmowa z dyrektorem placówki

„Warszawski Ruch Narodowy przyłącza się do obrony Muzeum Techniki i Przemysłu w Warszawie. Chcemy, by placówka pozostała w obecnej lokalizacji oraz rozwijała swoją działalność, poszerzała zbiory. Skierujemy, poprzez Posła Roberta Winnickiego – Prezesa Ruchu Narodowego, Interpelację Poselską do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w powyższej sprawie. Dobro Muzeum i pracowników wymaga tego, by problem rozwiązać jak najszybciej. Oczekujemy konkretnych informacji, kiedy Ministerstwo planuje utworzenie Narodowego Muzeum Techniki i w jaki sposób reorganizacja zostanie przeprowadzona.

Warszawa potrzebuje atrakcyjnego i odpowiednio dofinansowanego Muzeum Techniki, które będzie wizytówką polskiej myśli technicznej!”

Piotr Filipek
Prezes RN Warszawa

______________________________________________________________________________

Odrodzenie czy upadek – jaka przyszłość Muzeum Techniki?

Od kilkunastu miesięcy Muzeum Techniki i Przemysłu w Warszawie znajduje się na skraju przepaści. Zadłużenie sięga kilku milionów złotych, pracownicy nie otrzymują pensji, nie ma funduszy na organizację wystaw, a ostatnio coraz częściej mówiło się o likwidacji muzeum… Jaka więc będzie przyszłość tej zasłużonej dla Polski placówki?

O aktualnej i przyszłej sytuacji Muzeum Techniki i Przemysłu z dyrektorem Piotrem Madym rozmawiają działacze Ruchu Narodowego Warszawa – Mariusz Krogulski, Piotr Filipek i Dariusz Pastor.

Ile osób odwiedziło w ubiegłym roku Muzeum Techniki?

W ubiegłym roku było to powyżej 130 tysięcy osób. Muszę przyznać, że był to rok najgorszy dla muzeum, kiedy placówka nie otrzymała żadnych dotacji. Co ciekawe, był to z kolei jeden z najlepszych okresów pod względem frekwencji, dzięki czemu osiągnęliśmy rekordowy własny przychód na poziomie ponad 1,5 mln zł. W ubiegłych latach wynosił on średnio 1 mln 200 tys. złotych. Tak duże zainteresowanie wynikało zapewne z powodu doniesień medialnych o trudnej sytuacji muzeum, o tym że może ono zostać w każdej chwili zlikwidowane. Niestety, z powodu braku dotacji nie mogliśmy zorganizować takich wystaw, jakie chcielibyśmy urządzać i było ich też mniej niż zazwyczaj. Robiliśmy tylko to, na co nam starczały niewielkie fundusze.

Z jakich źródeł finansowane jest muzeum?

W ostatnich latach na nasz budżet w skali roku składały się dotacje z Ministerstwa Nauki w wysokości 4,5 do 5 mln złotych, co stanowiło około 80% dochodów. Do tego należy doliczyć średnio 1,2 mln złotych ze sprzedaży biletów oraz z innej działalności placówki, jak na przykład wypożyczanie eksponatów do filmu czy organizowanie sesji fotograficznych na terenie muzeum. W sumie na zapewnienie działalności dysponowaliśmy kwotą około 6 milionów złotych.

A jak rozkładają się koszty utrzymania placówki?

Ogromną część budżetu pochłania czynsz. Powierzchnia, którą dysponujemy to prawie 9 tysięcy metrów kwadratowych. Składają się na nią między innymi sale wystawowe, magazyn, korytarze, klatki schodowe. Czynsz nie jest wygórowany, bo wynosi jedynie 15 zł/m, ale przy tak dużej powierzchni koszty utrzymania są ogromne – wynoszą 145 tys. zł miesięcznie, co w skali roku daje około 1,7 mln złotych. A zatem po zapłaceniu czynszu pozostaje stosunkowo niewiele na działalność: wypłatę pensji dla pracowników, utrzymanie pomieszczeń, konserwację zbiorów, urządzanie wystaw, zakup materiałów biurowych itp. Z takim budżetem od lat egzystowaliśmy na krawędzi przetrwania. Problemem było utrzymanie istniejącego stanu rzeczy, nie mówiąc już o jakimkolwiek rozwoju naszej placówki.

Od ilu lat Muzeum Techniki ma siedzibę w tym miejscu?

Muzeum Techniki mieści się w skrzydle ”G” Pałacu Kultury i Nauki od 62 lat, to jest od roku 1955, czyli od momentu oddania do użytku tego obiektu. Sale muzealne zaprojektowane zostały specjalnie dla potrzeb naszej placówki. Napis nad wejściem – „Muzeum Techniki” był pierwszym neonem na budynku, a w chwili otwarcia pałacu odbyła się pierwsza wystawa pod nazwą „Postęp techniczny w służbie człowieka”. Mamy więc długą tradycję.

Od kiedy placówka boryka się z problemami finansowymi, z czego one wynikały?

Poważniejsze problemy pojawiły się w roku 2012. Wynikały one stąd, że po zmianie zasad finansowania muzeum zostało wyłączone z budżetu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Miało to fatalny wpływ na nasze funkcjonowanie. Od tego czasu aby otrzymać fundusze, musieliśmy corocznie zwracać się z wnioskiem do ministerstwa o dotacje, które wprawdzie otrzymywaliśmy, ale dopiero około maja – czerwca. Przez pierwsze miesiące nie wiedzieliśmy jednak czy w ogóle je dostaniemy, ile i w jakim terminie. W takich warunkach bardzo trudno prowadzić jakąkolwiek działalność… Nie mieliśmy z czego płacić czynszu i pensji dla pracowników. Zaraz też po otrzymaniu dotacji regulowaliśmy te zadłużenia i narastające odsetki, które nam powstawały i do końca roku funkcjonowaliśmy już w miarę normalnie. Specjalnie podkreśliłem, że „w miarę”, bowiem niewiele się działo, nie mieliśmy pieniędzy na wystawy i wszędzie mieliśmy długi w stosunku do wykonawców. Nawet rachunki telefoniczne ciężko było zapłacić. A potem, po otrzymaniu dotacji, od połowy roku musieliśmy się sprężać, żeby wykonać plan na dany rok. Czyli zaplanowane na cały rok wystawy realizowaliśmy w okresie od czerwca do grudnia. To nie tak powinno być. Przygotowywanie wystaw jest procesem długotrwałym. Powinny być one przygotowane profesjonalnie, a tego nie da się zrobić w tak krótkim czasie.

Nasz organizator czyli Naczelna Organizacja Techniczna, dość długo próbowała rozwiązać ten problem podejmując działania w kierunku przejęcia finansowania placówki przez któreś z ministerstw. Wysyłane były pisma do Ministerstwa Kultury, Ministerstwa Rozwoju, a także Ministerstwa Energii, ale brakowało z tamtej strony chęci do współpracy. W roku 2015 mieliśmy już nawet parafowaną umowę z Ministerstwem Gospodarki o finansowaniu muzeum; po naszej stronie wszystko było załatwione do końca, potrzebny był jedynie podpis ministra, ale niestety zabrakło tego podpisu, a wkrótce zmieniła się sytuacja rządowa, zlikwidowano Ministerstwo Gospodarki tworząc w to miejsce Ministerstwo Rozwoju i w ten sposób cały rok naszych negocjacji i zabiegów został stracony. Pod koniec 2015 roku cofnęliśmy się o wiele miesięcy i znów zostaliśmy z niczym.

Prawdziwy kryzys nastąpił jednak dopiero w roku 2016, kiedy zabrakło dotacji…

Wcześniej dostawaliśmy dotacje, pisząc petycje do ministerstwa i jakoś się udawało. W 2015 roku złożyliśmy w terminie wniosek na 2016 rok, spełniliśmy wszystkie wymogi, ale odpowiedź z ministerstwa otrzymaliśmy dopiero… we wrześniu 2016 roku! I to niestety negatywną. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że było to przekroczenie wszelkich możliwych terminów odpowiedzi na pismo urzędowe. Oczywiście złożyliśmy w tej sprawie odwołanie, na które do dziś nie ma odzewu.

Utrzymywaliśmy muzeum przez 2016 rok wierząc, że jednak uda się otrzymać dotacje, a tu okazało się, że nie ma nic. Na obecny rok nie składaliśmy już wniosku, bo nie byliśmy w stanie spełnić warunków formalnych, przede wszystkim z powodu ogromnego zadłużenia. I w ten sposób znaleźliśmy się w sytuacji patowej. Nie wiedzieliśmy jak z niej wybrnąć.

Jak do kwestii zadłużenia odnosiły się władze miasta stołecznego Warszawy? Czy były propozycje wsparcia, umorzenia części długów powstałych z zaległego czynszu?

Władze Warszawy wykazują się do tej pory dużą cierpliwością. W poprzednich latach nasze długi z tytułu czynszu rosły aż do czerwca i dopiero potem je spłacaliśmy. Udawaliśmy, że nic się nie stało. Za ubiegły rok dotychczas nie zapłaciliśmy czynszu, ale na razie władze Warszawy nie robią nam z tego powodu większych problemów. Póki co jakoś możemy działać. Oczywiście nie znaczy to, że jest w porządku. Siedzimy tu jak na bombie, bo nie wiemy co się wydarzy każdego następnego dnia. Oczekujemy rozwiązania problemu przez właściwe ministerstwa robiąc co w naszej mocy.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nasi pracownicy są zakładnikami tej sytuacji, bowiem od wielu miesięcy nie otrzymują pensji, bo to za nich nie zapłacony jest ZUS… Z tego powodu popadają w długi, nie płacą czynszu za swoje mieszkania itd. W tej całej sytuacji właśnie oni są tym najsłabszym ogniwem.

Jest to bardzo przykre dla dyrekcji muzeum. Jedyne co możemy zrobić, to własnymi siłami próbować im pomóc. W związku z tym co miesiąc cały utarg za bilety dzielimy po równo między pracowników. Wypłacamy tyle, ile jesteśmy w stanie, żeby każdy miał przynajmniej na chleb. Jest to kwota w granicach 200 – 400 złotych. Z tego też powodu zaczęli nam odchodzić pracownicy, którzy nie są w stanie znieść takiej sytuacji… Atmosfera w muzeum jest fatalna, ludzie są wypaleni psychicznie po tylu miesiącach niepewności, niejasności jutra. Nie sprzyja to chęci do pracy.

Czy były podejmowane próby w kierunku umorzenia długu czynszowego?

Naczelna Organizacja Techniczna w lutym bieżącego roku, wobec pojawiającego się wsparcia ze strony Ministerstwa Kultury, wysłała w tej sprawie pismo do władz Warszawy. Obecnie czekamy na odpowiedź.

Czy wobec zagrożenia likwidacją Muzeum Techniki uzyskało w ostatnim roku jakiekolwiek wsparcie ze strony organizacji społecznych, fundacji, stowarzyszeń itp.?

Tak, chociażby ze strony Stowarzyszenia Wspierania Techniki Polskiej, które zorganizowało kampanię oraz wystosowało petycję w tej sprawie do pani premier. Natomiast nasza wewnętrzna fundacja wspierania Muzeum Techniki przeprowadziła zbiórkę pieniężną, abyśmy mogli tymczasowo jakoś działać. Muszę jednak podkreślić, że to tylko poboczne działania. My cały czas oczekujemy na rozwiązania systemowe.

Jaka wizja przyszłości placówki zarysowała się po ostatnich Pańskich rozmowach w Ministerstwie Kultury?

Kilka dni wcześniej w czasie obrad Sejmowej Komisji Kultury uchwalona została deklaracja o powołaniu w kwietniu tego roku Narodowego Muzeum Techniki. Moje spotkanie w Ministerstwie Kultury tylko potwierdziło te zamierzenia. Wcześniej były deklaracje, a tutaj temat zszedł już na sprawy organizacyjne, wydaje się więc, że światło w tunelu jest już coraz bliżej. My w każdym razie oczekujemy, żeby to rozwiązanie zaczęło funkcjonować jak najszybciej, bo w marcu weszliśmy już w piętnasty miesiąc kryzysowej sytuacji. Mamy nadzieję, że zła passa się skończy i od kwietnia nasza placówka będzie mogła normalnie funkcjonować i wreszcie skończy się nasza walka o przetrwanie.

Ministerstwo Kultury widzi możliwość pozostawienia naszej placówki w dotychczasowej siedzibie, a więc nie potrzeba jakichś wielkich przedsięwzięć, by uruchomić Narodowe Muzeum Techniki.

W nowej sytuacji, która już się zarysowuje, Ministerstwo Kultury otoczy opieką i wesprze finansowo Muzeum Techniki. W tym kierunku szły nasze ostatnie rozmowy. Powiem więcej – do gry weszły trzy resorty: Ministerstwo Nauki, Ministerstwo Kultury oraz Ministerstwo Rozwoju. Prawdopodobnie będą one wspólnie pokrywały koszty utrzymania i rozwoju naszej placówki.

Które placówki muzealne są dla Pana wzorem do naśladowania?

W Polsce jest wiele wspaniałych placówek muzealnych. Z tych o profilu technicznym mogę wymienić chociażby Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie. Z zagranicznych – Muzeum Techniki w Berlinie czy Muzeum Porsche. Jeżeli będziemy odpowiednio finansowani, to z pewnością będziemy czerpać z nich pomysły. Jesteśmy gotowi działać tak, aby przyszłe Narodowe Muzeum Techniki było chlubą naszego kraju.

Co nowego chciałby Pan wprowadzić do działalności przyszłego Narodowego Muzeum Techniki?

Na pewno będziemy działać inaczej niż obecnie. Uważam, że wystawy stałe powinny być przygotowane w taki sposób, żeby ludzie chcieli kolejny raz na nie przyjść. Co do wystaw czasowych – dobrym przykładem jest zorganizowana przez nas niedawno „Cyberiada”, która cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Chodzi o to, żeby na ekspozycjach czasowych pokazywać też nowoczesność. Niektóre wystawy, zwłaszcza tematyczne jak na przykład polskie hutnictwo, powinniśmy przenieść do oddziałów terenowych. Mamy takie oddziały w Chlewiskach, w Sielpi Wielkiej i w Starej Kuźnicy. Niestety sytuacja zmusiła naszego organizatora (NOT) do pozbycia się dwóch oddziałów – w Gdańsku i w Nowej Słupi, które z powodu obcięcia dotacji oddane zostały władzom lokalnym.

W jaki sposób moglibyśmy pomóc muzeum?

Oczywiście przychodząc do muzeum, aby zwiedzać nasze wystawy. Społeczne zainteresowanie będzie też dla nas wsparciem, dowodem że nie jesteśmy sami. Mam nadzieję, że jesteśmy na ostatniej prostej. Rozmowy są na finale i sprawa niedługo się rozwiąże. Oby ruchy ministerstwa zmierzały we właściwą stronę, bo ludzie już nie wytrzymują tej sytuacji. Bywa tak, że jak komuś brakuje na jedzenie, to zrzucamy się na pomoc dla nich. Są pracownicy, którzy nie mając możliwości opłacenia czynszu zamieszkują u kolegów…

Dziękujemy za rozmowę i życzymy, aby otwarcie Narodowego Muzeum Techniki udało się zrealizować w planowanym terminie, a także wielu sukcesów w dalszej działalności.