Skarbnik RN Michał Wawer o nowym pomyśle na podatek handlowy

W ubiegłym tygodniu pojawił się nowy pomysł na podatek handlowy. I wygląda na to, że pierwszy raz od początku dyskusji na ten temat można powiedzieć – brawo, dobry pomysł!

Nowa koncepcja zakłada wprowadzenie (obok działające obecnie podatku dochodowego) również podatku obrotowego. W każdym miesiącu każda firma objęta podatkiem normalnie zapłaci CIT/PIT – a następnie wyliczy, czy podatku obrotowego wyjdzie jej więcej czy mniej, niż dochodowego. Jeżeli mniej – nie zapłaci nic; ale jeżeli więcej, to nadwyżkę będzie musiała dopłacić.

Pomysł ma tę fundamentalną zaletę, że tak skonstruowany podatek nie dotknie w ogóle firm, które w tej chwili opłacają odpowiednio wysoki podatek dochodowy. Natomiast tym, które mają nadprzeciętnie wysokie koszty (w domyśle – wyprowadzają swój dochód za granicę lub w inny sposób unikają CITu), będą musiały w każdym miesiącu zapłacić pewne minimum podatku narzucone podatkiem obrotowym.

Sama koncepcja jest w mojej opinii bardzo dobra – powiem więcej, być może jest to jedyna możliwa konstrukcja podatku handlowego, która nie uderzy we wszystkich (również tych, którzy już teraz płacą wysoki podatek dochodowy), ale tylko w firmy unikające podatku dochodowego. Plusem jest też to, że taki podatek byłoby bardzo łatwo wyliczyć (przez proste pomnożenie przychodu firmy przez stawkę podatku), więc nie wiązałby się z nadmiernymi obciążeniami biurokratycznymi.
Jak zawsze jednak diabeł tkwi w szczegółach:
1. Fundamentalną kwestią w takim podatku jest jego stawka. Przy podatku naliczanym od obrotu (a nie od dochodu) ustalenie stawki o 0,5 punkta procentowego za wysokiej może doprowadzić do zaduszenia całej branży poprzez pozbawienie firm zbyt dużej części marży. Dlatego stawkę powinno się ustalać bardzo ostrożnie – wprowadzenie proponowanej obecnie stawki 1,2% (w innym artykule trafiłem na 1,5%) powinno być moim zdaniem poprzedzone wprowadzeniem na okres próbny (np. roczny czy dwuletni) stawki niższej, rzędu 0,75%. I dopiero po stwierdzeniu, że branża handlowa daje sobie z tym radę, można by stopniowo podnosić podatek do docelowej wysokości (czy nawet wyżej). Tymczasem autorzy pomysłu wydają się traktować tę kwestię bardzo lekko: stawkę rzucono bez podania szerszego uzasadnienia, zapowiadając jednocześnie wprowadzenie podatku już na początek 2017 roku, czyli wręcz ekspresowo…
2. Przemyśleć trzeba też inne elementy konstrukcji podatku – np. kto będzie mu podlegał (precyzyjne zdefiniowanie podatnika jest zawsze problematyczne przy podatkach branżowych), a także czy podatek będzie uwzględniał kwotę wolną. Kwota wolna nie mogłaby być za wysoka (aby nie tworzyć furtki do unikania podatku przez podział przedsiębiorstwa), ale sama w sobie byłaby jednak wskazana – choćby po to, aby nie dokładać dodatkowego obowiązku biurokratycznego najmniejszym przedsiębiorcom z branży, np. malutkim sklepom internetowym prowadzonym “po godzinach”.

Podatek obrotowy w tej formie na razie jest jedynie koncepcją (nie ma projektu ustawy), a jej autorem jest niestety zespół parlamentarny – co oznacza, że ani Jarosław Kaczyński, ani superminister Morawiecki na razie się pod nim nie podpisali. Tak więc na tym etapie przyszłość pomysłu jest bardzo niepewna. Miejmy nadzieję, że partii rządzącej starczy odwagi, aby wprowadzić podatek obrotowy w życie, i starczy rozumu, aby przy tym nie zadusić branży handlowej.