W rocznicę rzekomego “wyzwolenia Warszawy” narodowcy uczcili ofiary reżimu komunistycznego

17 stycznia 1945 do opustoszałych ruin lewobrzeżnej części Warszawy wkroczyli żołnierze 1 Frontu Białoruskiego Armii Czerwonej. Dzień ten komunistyczna propaganda ustanowiła dniem „wyzwolenia Warszawy”, co niestety funkcjonuje dość powszechnie w świadomości społecznej do chwili obecnej. Należy podkreślić, nawet na przestrzeni ostatnich lat mogliśmy być świadkami obchodów powyższej rocznicy. W związku z tym członkowie Ruchu Narodowego postanowili w dniu dzisiejszym przypomnieć prawdę o tym wydarzeniu. Narodowcy zorganizowali spotkanie w miejscu nieprzypadkowym, bowiem pod Pomnikiem Pomordowanych w Praskich Więzieniach – na terenie dawnego stalinowskiego Karno-Śledczego Więzienia III. Wśród uczestników znaleźli się przedstawiciele Ruchu Narodowego-Warszawa, Narodowej Organizacji Kobiet, Narodowego Mińska Mazowieckiego, warszawskiej Młodzieży Wszechpolskiej oraz mieszkańcy Pragi Północ. Na spotkanie przybyli także reporterzy PAP-u oraz Telewizji Polskiej.

Serię przemówień zainicjował Daniel Witowski, który podkreślił na wstępie, iż w stwierdzeniu, że „17 stycznia 1945 roku wyzwolono Warszawę” zawarte są aż dwa kłamstwa. Po pierwsze – argumentował –oddziały I Frontu Białoruskiego Armii Czerwonej do stolicy wkroczyły znacznie wcześniej, bowiem we wrześniu 1944, zajmując wówczas Pragę. Po drugie, jak zauważył,  nie można mówić o „wyzwoleniu”, skoro żołnierze – nie napotykając na żaden opór – weszli do zgliszczy i opuszczonych ruin Warszawy, a wraz z nimi oddziały NKWD, które natychmiast uruchomiły aparat terroru nie mniej okrutny niż hitlerowski. Trudno mówić więc o „wyzwoleniu”, skoro od razu rozpoczęły się aresztowania, prześladowania i egzekucje.

Z kolei poseł Robert Winnicki podkreślił, że tłumaczenie obchodów 17 stycznia faktem, iż wśród żołnierzy 1 Frontu Białoruskiego byli także Polacy, jest niewłaściwe. Prezes Ruchu Narodowego przypomniał – większość naszych rodaków, walcząca obok czerwonoarmistów sama była ofiarami sowieckiego terroru. Zaznaczył również, że rekrutowano ich z łagrów i gułagów, zaś dowództwo Armii Czerwonej rzucało ich na front jako „mięso armatnie”. Swoją wypowiedź prezes RN podsumował stwierdzeniem, że ci Polacy, którzy szli na Berlin u boku Sowietów, w przeważającej części walczyli o wolną Polskę, a nie o system komunistyczny, którego sami byli ofiarami.

Krzysztof Bosak przypomniał, że nasza pamięć o czasach stalinizmu, czy szerzej – okresu PRL-u – nie powinna skupiać się wyłącznie na heroizmie Żołnierzy Wyklętych, lecz także na tych, którzy zamordowani zostali wyłącznie za swoje pochodzenie. Komunistyczny aparat terroru dążył do przebudowania struktury społecznej, eliminując jednostki czy grupy najbardziej zaangażowane dla sprawy narodowej oraz inteligencję, promując i awansując natomiast konformistycznych i wiernych sobie ludzi. Skutki tego, jak stwierdził Bosak, są widoczne do dnia dzisiejszego i przejawiają się chociażby w poparciu dla inicjatyw patriotycznych czy narodowych, poparcie to co prawda wzrasta, jednak dopiero w pokoleniu urodzonych po 1989 r.

Po przemówieniach narodowcy odmówili modlitwę za dusze pomordowanych, złożyli kwiaty i zapalili znicze pod Pomnikiem, po czym udali do dawnej katowni NKWD przy ulicy 11 listopada 68. W piwnicach tego niszczejącego i opuszczonego budynku Sowieci prowadzili dochodzenia, które bardzo często kończyły się śmiercią  przesłuchiwanych. Jak twierdzą świadkowie tych wydarzeń, z tego miejsca wyruszały transporty z ciałami pomordowanych, najprawdopodobniej w okolice pobliskiego nasypu kolejowego. Mogił Polaków – ofiar komunistycznego terroru – nie odkryto do dnia dzisiejszego. Pod skromną tablicą upamiętniającą pomordowanych przy ul. 11 listopada 68 narodowcy również zapalili znicze. Robert Winnicki w ostatnim swoim przemówieniu dzisiejszego poranka zaznaczył, że Ruch Narodowy będzie dążył do zlokalizowania w tym obecnie niszczejącym obiekcie miejsca pamięci pomordowanych ofiar stalinizmu.

Poniżej prezentujemy zdjęcia z wydarzenia: